Uzupełnienia do artykułu o narzędziach
Najpierw dygresja: dwa uzupełnienia do
artykułu o narzędziach do przechowywania list zadań.
Googlowe taski
Google udostępniło dodatek do Gmaila służący do zapisywania list
zadań - dość bezpośrednio konkurujący zwłaszcza z prostszymi z
omawianych przeze mnie serwisów.
Jest to na razie narzędzie prościutkie i dość surowe. Nie byłbym
jednak do niego przekonany nawet, gdyby było bardzo dopracowane. Bo
mamy tu nierozwiązywalny, fundamentalny problem.
Jaka jest jedna z pierwszych porad dla osób chcących poprawić
wydajność pracy przy komputerze? Pozbyć się rozpraszaczy. Zamknąć
komunikator, nie logować się do serwisów społecznościowych czy chatów,
w miarę możności wyłączyć telefon, ale przede wszystkim przestać co
chwila sprawdzać pocztę.
A Googlowe taski wyświetlają się obok maila!
Być może przydadzą się jako technika organizacji poczty jako
takiej, np. jako alternatywna dla gwiazdkowania metoda zbierania
listów, na które trzeba odpowiedzieć.
Vitalist
Skrzywdziłem vitalist stwierdzeniem o braku dodatków. Ma
interfejs na telefon, można go (mniej dla Polaków ważne) spiąć z
Twitterem i Jottem. Ma też nieoficjalnego ale interesującego klienta
pod Windows. Nawet interfejs przy
drugim spojrzeniu zrobił na mnie trochę lepsze wrażenie, niż za
pierwszym razem.
Za to uświadomiłem sobie inny problem - używanie vitalist wypadnie
raczej drogo. Coraz bardziej się przekonuję do organizowania zadań w
formie dużo drobnych projektów (w tej chwili mam około
pięćdziesięciu), a najtańszy z plantów vitalist daje ich tylko 25
(podobnie wyceniany najtańszy plan Nozbe, którego używam, to 100
projektów, przy czym zakończone projekty nie są liczone).
Subiektywny bilans
Prywatne Nozbe sprawdza mi się bardzo fajnie. Zawodowe Tracks
średnio. Samo narzędzie ma tu chyba niewielkie znaczenie, gdybym
wykorzystywał je odwrotnie (albo używał czegokolwiek
innnego), efekty prawdopodobnie byłyby podobne.
Pozytywy
Czemu uważam, że Nozbe mi się sprawdza? Cóż:
- w mocno ograniczonym prywatnym czasie stosunkowo dużo zrobiłem,
- udało mi się popchnąć do przodu parę spraw, na które
nie miałem ochoty i je długo odkładałem,
- coraz częściej zdarza mi się robić użyteczne rzeczy
w krótkich przerwach (wolne pół godzinki).
Dla ogólnej efektywności kluczowe może być to ostatnie. Powoli buduję
przyzwyczajenie, by nie robić różnych drobiazgów (odpisać na
zaległe maile, zainstalować na laptopie EverNote, wygooglować
adresy sklepów zabawkowych w okolicy, doczytać artykuł o jQuery UI)
gdy mam dłuższy fragment wolnego czasu.
Zamiast tego notuję je i zostawiam. Skutecznie wypełnią
krótkie wolne chwile, a każde spokojne dwie godziny to okazja na
zrobienie czegoś konstruktywnego.
Nie w pełni jestem zadowolony z notowania spraw życiowych
(tj. toczących się w świecie realnym) - choć tu też pewne zalety
zauważam. Muszę nabrać nawyku sprawdzania (drukowania?) ToDo
codziennie rano, a prawdopodobnie także dopracować listę kontekstów.
Negatywy
Trzymane w pracy Tracks stało się na razie jeszcze jedną listą
zaległości. Może troszkę poręczniejszą, ale tylko tyle.
Na pewno gra tu inny kontekst - prywatnie cieszę się z jakichkolwiek
postępów moich projektów, zawodowo zderzam się z konkretną obszerną
listą zobowiązań i oczekiwań, z których większość dobrze byłoby
zrealizować jeszcze wczoraj - i bardziej martwię się tym co
niezrobione, niż cieszę tym, co wykonane.
Ale nie czuję, by narzędzie istotnie mi pomagało w uzyskaniu kontroli
nad tym co robię - i chyba wiem dlaczego.
Zrobiłem poważny błąd.
Jajecznica
Żartowaliśmy niedawno z żoną o tym, jak każde z nas robi jajecznicę.
Ja: odpytam wszystkich czy/ile zjedzą. Wyjmę i policzę jajka,
kiełbasę, szczypiorek czy inne dodatki, chleb, miseczkę, patelnię,
dwie deski, nóż, łyżkę, zapałki. Ustawię sobie wszystko na blacie,
przepowiem w myślach, czy niczego nie brakuje. Pomyję jajka i wbiję je
do miseczki. Pokroję kiełbasę i szczypiorek, a nawet chleb. Zrobię
sałatkę z pomidorów. Ustawię talerzyki. Dopiero na koniec zapalę gaz i po kolei wrzucę
składniki na patelnię. Najchętniej bym opracował plan działań i
harmonogram na piśmie i odhaczał zakończone etapy.
Maja: zapali gaz i postawi na nim patelnię. Wyjmie z lodówki kilka
jajek, umyje jedno z nich i rozbije je, po czym spróbuje jedną ręką
wyjąć z szafki miseczkę (i zawoła, bym jej pomógł, skoro zastawiłem ją
szklankami). Wyciągnie kiełbasę i zacznie ją kroić, wrzuci trochę na
zaczynającą się przypalać patelnię, po czym przypomni sobie o jajkach.
Wyjmie i umyje dwa następne, wbije do miseczki, przerwie i wróci
dokroić resztę kiełbasy. Wrzuci ją, po czym pójdzie się upewnić, które
dzieci będą jadły i ile właściwie trzeba usmażyć. Dobierze jajka i
zacznie myć ale przerwie to w celu poszukiwania pomidorów. Itd. Na
koniec w trakcie smażenia zajmie się krojeniem cebuli do sałatki,
przez co jajecznica zbytnio się przesmaży. A po drodze różne
talerzyki, miseczki, noże, skorupki itd zostaną rozrzucone po całej
kuchni.
Oba opisy oczywiście przejaskrawione.
Przypisywałem to kiedyś różnicom charakteru, a może wręcz
płci. Ale ... nie. W innych sytuacjach potrafimy się zachować
odwrotnie.
Kwestia skali
Planując prywatne aktywności chcąc-niechcąc rozpisywałem je bardzo
drobiazgowo - wiedząc, że będę miał do dyspozycji głównie niewielkie
urywki czasu. Stąd gros akcji jakie trzymam w Nozbe to rzeczy do
zrobienia w kilkanaście minut, godzinę, najwyżej dwie. Jeśli wiszą
rzeczy większe, to jedynie dlatego, że czekają na bardziej szczegółowe
rozpisanie.
W efekcie, gdy już - w fazie robienia - na coś patrzę, właściwie
wiem co i jak muszę zrobić. Konkretnie.
W kontenerku zawodowym znalazło się wiele zadań wielodniowych, nawet
wielotygodniowych. Właściwie nie mam powodu tam regularnie zaglądać,
bo przecież zajęty jestem, od dwóch tygodni piszę bibliotekę X.
Przy czym to pisanie zadziwiająco przypomina drugą metodę na
jajecznicę - łapanie różnych elementów to tu, to tam i brak
jasnego poczucia, gdzie właściwie się znajduję i dokąd zmierzam.
Wspólny mianownik? Przesadne poczucie kontroli nad sytuacją (Maja
czuje się pewnie gotując, ja programując) i porzucanie szczegółowego
planowania jako rzeczy niepotrzebnej.
By nie odwoływać się wyłącznie do GTD, stary cytat z Joela
Spolsky'ego
(tłumaczenie moje):
Jeśli planujesz luźno i wybierasz trzytygodniowe zadania (np.
Napisać Ajaksowy edytor zdjęć), to najwyraźniej nie przemyślałeś
tego, co chcesz zrobić. Szczegółowo. Krok po kroku. A skoro nie
przemyślałeś, co chcesz zrobić, nie możesz wiedzieć, ile to potrwa.
(...) Nie planując konkretnych działań, możesz być
pewny, że o wielu z nich zapomnisz.
Joel Spolsky pisze głównie o sensownym harmonogramowaniu, ale sprawa
ma także wydźwięk czysto wykonawczy. Nawet gdy myśląc o projekcie
widzę wszystkie potrzebne elementy, mam skłonności do gubienia ich,
gdy przejdę w tryb robienia.
Motywacja
Dość znana metoda: tylko otworzę plik (opisywana w wielu artykułach
o produktywności).
Chodzi o to, by nie mając ochoty na pracę (czy to w ogóle, czy to
jakąś konkretną) powiedzieć sobie: dobrze, nie będę tego robił, ale
otworzę edytor, wczytam ten plik i popatrzę na niego przez trzy minuty
(podobnie - wyjmę te papiery, znajdę narzędzia, pójdę do kuchni,
...).
Zadziwiająco często (tak, mogę to potwierdzić) te trzy minuty
zmieniają się w godziny sensownej pracy, do której bardzo ciężko było
się pierwotnie zabrać
Ale by to działało, muszę wiedzieć jaki plik otworzyć.
Czego się nauczyłem
Na koniec kilka konkretnych patentów. Na Nozbe ale chyba nie
tylko. Nie są to żadne uniwersalne prawdy, ot - moje własne
obserwacje, co mi służy, a co nie.
Proste szczegółowe zadania
Pojedyncze zadanie/akcja to powinno być coś krótkiego (maksymalnie
kilka godzin), bardzo konkretnego - do zrobienia i odhaczenia za
jednym posiedzeniem. Napisać klasę Topic. Dodać test parsowania
zapisanego pliku. Zainstalować antywirus z płytki Chipa. Kupić
choinkę. Umówić się z rodzicami na święta.
Dłuższe zadania można wstępnie zapisywać, ale zaczynać robienie od
szczegółowego rozpisania.
Długa argumentacja wyżej.
Małe projekty o widocznym końcu
Projekt w kontekście osobistego zarządzania czasem to zupełnie co
innego, niż projekt biznesowy.
Powinien być mały, mieć jasno ustalony temat, wymagać
kilku-kilkunastu dających się nazwać akcji i (z wyjątkiem działań z
natury cyklicznych) dążyć do konkretnego zakończenia.
Przykładowo: dla nozbe2xmind (które samo w sobie jest niewielkie)
mam teraz projekty: n2x - przygotowanie binarnej dystrybucji, n2x -
GUI, n2x - strona projektu i kilka innych (a jeszcze kilka już
zamknąłem). Dla tego bloga mam siedem projektów odpowiadających różnym
cyklom tematycznym czy usprawnieniom technicznym (i jeden na ogólne
pomysły, z którym będę musiał coś zrobić, bo staje się
niezarządzalny).
Czemu tak? Projektu na kilkadziesiąt akcji (nie mówiąc już o setce)
ani się nie da porządnie rozpisać, ani zrobić mu sensownego przeglądu.
Do tego mały projekt daje jasne poczucie marszu do przodu wraz z każdą
wykonaną akcją (odpowiednik w mikroskali mechanizmów takich jak
prezentowanie postępu prac)
Małe projekty są naturalne dla Nozbe ale chyba i dla
innych list zadań. GTD nakazuje nazwać projektem wszystko, co wymaga
do realizacji kilku kroków.
Oczywiście projekty mające wspólną tematykę można zbierać razem.
Na Nozbe służą do tego tagi, np. wszystkie projekty związane
z tym blogiem mam opatrzone tagiem notatnik.
Drobiazgi warto zostawiać na krótkie chwile
Gdy się już trafią dwie-trzy spokojne godziny, nie warto ich marnować
na pocztę, instalowanie gadżetów, odpisywanie na forach czy
doczytywanie artykułów. Lepiej zanotować takie sprawy do zrobienia
kiedy indziej i zająć się czymś wymagającym dłuższego skupienia.
A drobiazgi bardzo się przydają do wypełnienia wolnej półgodzinki
przed wyjściem, czy gdy dzieci oglądają dobranockę.
Zaleta podejścia: trudniejsze sprawy w ogóle robię.
Heurystyczne rozwiązanie problemu plecakowego ;-)
Zapisywanie wszystkiego faktycznie daje komfort
... i pozwala unikać klasycznego efektu przeskakiwania między
zadaniami. Robię coś, przypomina mi się inna ważna sprawa, to
szybko zapisuję i wracam do poprzedniego zajęcia.
Dla Nozbe zrobiłem sobie przy pomocy Prisma dedykowane okienko
stale działające na jednym z wirtualnych desktopów. Przypomina mi się
coś? Ctrl-F2, piszę parę słów, wybieram projekt Inbox, naciskam Enter,
Ctrl-F1 i dalej robię to, co robiłem. Do tego notesik i długopis w
bocznej kieszeni plecaka i zdyscyplinowane przepisywanie do komputera
przynajmniej raz dziennie (próbowałem używać mobilnego interfejsu
Nozbe, działa ale pisanie na mikroklawiaturze komórki to jednak
rzecz nie dla mnie).
Dwa specjalne przypadki, gdy zapisywanie zadań w Nozbe byłoby
przesadą:
- emaile wymagające odpowiedzi lub innego obsłużenia gwiazdkuję,
- strony webowe (i wpisy blogowe) które chcę doczytać oznaczam przy pomocy
ReadItLater (najpierw stosowałem dedykowany folder zakładek ale
tak jest wygodniej)
Obu tym mechanizmom akompaniują cykliczne zadania przejrzyj
ogwiazdkowane maile i przejrzyj kilka zaległych stron z
ReadItLater (z specjalnego projektu Organizacja).
Zastanawiam się jeszcze nad wpleceniem jakiegoś notatnika (w ujęciu
GTD powinienem pewnie powiedzieć, że muszę wybrać mechanizm
gromadzenia informacji referencyjnych). Notatki wbudowane w Nozbe
od biedy działają (np. efekty rozmów telefonicznych notuje się w nich
fajnie) ale nie integrują się z stronami sieciowymi (dużo zachodu np.
z zanotowaniem kawałka jakiejś dokumentacji). Google Notebook bardzo
efektywnie wspomaga zbieranie informacji (zaznaczam kawałek tekstu,
right-click, Add to Notebook i pojawia się mały poręczny panelik
pozwalający dopieścić tekst albo przenieść go w docelowe miejsce)
ale bardzo oszczędnie wspiera orientowanie się w zebranych tekstach
gdy robi się ich więcej (mówiąc wprost - po miesiącu używania mam w
nim trudny do opanowania bałagan). Kilka wariantów desktopowych
notatników odrzuciłem, bo za często się przesiadam między różnymi
komputerami. Przymierzam się teraz do wypróbowania
EverNote (bezproblemowo działa pod Linuksem,
włącznie z prezentacją ikonki na pasku Gnome - pod warunkiem użycia
nowego Wine).
Przegląd jest potrzebny
Przejście się raz w tygodniu przez wszystkie istotne projekty,
wybranie następnych akcji, skasowanie rzeczy nieaktualnych,
poprawienie niejasnych opisów - faktycznie jest potrzebne. Bez tego
zaraz robi się bałagan.
Do tego jest to moment pomagający przypomnieć sobie hierarchię ważności
poszczególnych spraw.
Daty tylko tam, gdzie są naprawdę ustalone
Pierwotnie ustawiałem jakieś daty zakończenia dla większości akcji.
To był błąd, totalnie zamazało to kalendarz utrudniając zauważenie
rzeczy o faktycznie znanym terminie.
Dlatego teraz datę ma tylko to, co ma datę. I - niestety (ograniczenie
Nozbe) - zadania cykliczne.
Sprawdzenie co robić to dwa rzuty oka
Wykonywany kilka razy dziennie rzut oka na sprawy do zrobienia
w przypadku Nozbe musi mieć dwa kroki:
- spojrzenie na następne akcje,
- spojrzenie na kalendarz.
To są dwa niemal osobne światy. Niemal, bo Nozbe automatycznie
promuje akcje, których data realizacji nadeszła, jako następne - ale
nawet mimo to trzeba je zobaczyć osobno.
Praktyka matką wiedzy
Najważniejszy wniosek końcowy: nawet pozornie bardzo szczegółową
metodykę (jaką jest GTD) musiałem sobie ułożyć (zresztą, jestem tu
dopiero na początku drogi). Żadna lektura nie zastępuje faktycznej
próby używania.
Co zresztą nie tylko list spraw do zrobienia dotyczy...
Ciekawy wpis. Sam próbuję wdrożyć GTD i wiele rzeczy u mnie też sprawdza się w praktyce.
...z ta jajecznica - swietne :-D...
Dziękuję za kolejny ciekawy wpis na Twoim blogu. Czytam tego bloga od czasu do czasu - bardzo mi się podoba.
A propos notatek i ich przenosnosci. Stestuj zim, to taki lepsiejszy tomboy napisany w perlu, wspierajacy wersjonowanie (na razie tylko svn lub bzr).
zim-em trochę się już bawiłem (choć akurat wbudowanego wersjonowania nie ćwiczyłem). Jeden ficzer bardzo mi się podoba, piszę
i mi się z tych kwadracików robią klikalne checkboxy. Bardzo fajnie się to sprawdza przy planowaniu i przeprowadzaniu np. złożonych operacji administracyjnych - najpierw rozpisuję co zrobić, potem odklikuję co już zrobiłem, na koniec mam jeszcze materiał na artykuł ;-)
Natomiast jako mechanizm do ogólnego zbierania notatek ... chyba nie. Nie ma searcha po całości, jest tylko hierarchiczna struktura i ręcznie robione linki.