Do czego to służy
Lista zadań, jak sama nazwa wskazuje, służy do zapisywania
zadań. Rzeczy do zrobienia. Spraw do załatwienia. Tematów do
pamiętania. A także do ich organizowania i ... panowania nad ich -
dużą nieraz - ilością.
Sam pomysł notowania nie jest oczywiście nowy, robimy to na różne
sposoby od zawsze (kalendarze, notesy, specjalne foldery, terminarze,
programy do zarządzania projektami itd). Niemniej jednak mamy obecnie
swoisty boom na narzędzia dedykowane do zarządzania osobistymi
sprawami do zrobienia. Moda w jakiejś mierze wynika z coraz
większej popularyzacji GTD
a w jakiejś z stale rosnącej ilości spraw o której musimy pamiętać.
Zaryzykowałbym też tezę, że z roku na rok nasza praca i nasze
działania są coraz mniej powtarzalne, kto parę lat temu
mógł realizować codziennie ten sam rytuał, obecnie zderza
się z coraz to nowymi wyzwaniami.
Niezależnie od przyczyn: możliwość uwolnienia się od konieczności
stałego pamiętania o dziesiątkach czy setkach spraw bardzo zmniejsza
poziom stresu i pozwala efektywniej wykorzystywać czas, tak prywatny,
jak zawodowy.
A listy zadań pełnią rolę zaufanej zewnętrznej pamięci. Która
pozwala łatwo i wygodnie zapisać każdą potrzebną informację, a zarazem
pozwala nie zapominać - zawsze podsuwając adekwatne do bieżacej
sytuacji informacje (sprawy do zrobienia w danym dniu, sprawy do
zrobienia w danym miejscu, sprawy do zrobienia w danym projekcie itd
itp).
Co jest ważne w sieciowej liście zadań
Do wyboru jest kilkadziesiąt serwisów, kilkanaście poważnych.
Na co patrzeć?
Sensowny model koncepcyjny
Piszę tu bardzo subiektywnie, bo inaczej chyba się nie da.
Organizacja
Jakiejkolwiek formy ToDo-listy używam, zawsze po paru czy parunastu
dniach mam na niej setki notek.
Oczywiście nie da się tym zarządzać bez jakiejś klasyfikacji. GTD-owa
(udana) koncepcja to pojęcie projektu, przy czym słowo to ma
zupełnie inne znaczenie, niż to spotykane w informatyce - chodzi po
prostu o coś, co prowadzi do konkretnego celu i wymaga wielu
działań. Projektem może być zamontować szafkę nad biurkiem, zapisać
dziecko do przedszkola czy napisać cykl artykułów o konfiguracji
vps (daję przykłady prywatne ale w ujęciu zawodowym wygląda to
podobnie).
Dobra lista rzeczy do zrobienia pozwoli zorganizować sprawy w projekty,
pozwoli też zorganizować projekty w grupy tematyczne.
Drugi wymiar organizacji to konteksty. Czyli podział związany z tym
gdzie poszczególne sprawy można zrobić. Ot - komputer, centrum
handlowe, biuro, szkoła, ... Podział pozwalający przed
pojechaniem do supermarketu znaleźć i przejrzeć lub wydrukować
wszystkie sprawy, które mogę załatwić w supermarkecie - nie tylko
podstawową listę zakupów ale też np. wzmiankę o potrzebie kupienia
papierowej teczki na formularze zanotowaną w ramach projektu
zapłać podatki.
Sensowne konteksty mogą być bardzo różne dla różnych osób.
Programista może rozważyć konteksty związane z środowiskami
programistycznymi czy rozwijanymi aplikacjami.
Filtrowanie
Kluczowym problemem prostych spisów i kalendarzy jest przeładowanie
informacją. Patrzę na setkę rzeczy do zrobienia i nie mogę się
zdecydować, którą zrobić, a do tego czuję się zwyczajnie
zdemotywowany. Porzuciłem z tego powodu trzy metody notowania spraw do
zrobienia i znienawidziłem issue-tracker.
GTD bawię się od niedawna ale ich pomysł następnej akcji wydaje mi
się bardzo, bardzo trafiony. Idea jest prosta: zamiast patrzeć na
wszystko co jest do zrobienia, w każdym z projektów wyznaczam jedną,
pierwszą czynność. Powiedzmy - przy montowaniu szafki będzie to
zmierzenie i zapisanie rozmiaru, przy zapisywaniu dziecka do
przedszkola zacznę od wynotowania adresów i telefonów, a przy
poprawie estetyki bloga mogę zacząć od wyboru palety kolorów.
A potem, wybierając rzeczy do zrobienia, patrzę tylko na następne
akcje, nic więcej. Zamiast przytłaczających setek planów i zobowiązań
kilka-kilkanaście notek.
To jest bardzo ważny widok!
Daty precz
Rzecz, która mi się bardzo nie podoba w wielu sieciowych listach
rzeczy do zrobienia, to przesadne skoncentrowanie na datach. Owszem, są
sprawy, które muszę zrobić konkretnego dnia. Ale to jest mniejszość!
Zdecydowaną większość rzeczy, jakie sobie zapisuję, chcę zrobić
kiedyś. Gdy będę mógł. Gdy akurat je wybiorę. Czy notuję pomysł na
nowy artykuł na blogu, kolejny element listy zakupów, pomysł na
prezent, czy domową reperację, naprawdę nie chcę się zastanawiać nad
tym, kiedy się tym zajmę.
Mogę wpisać sztuczną datę na chybił trafił ale to ma dwie
konsekwencje. Po pierwsze sprawy, które naprawdę mają datę,
przestają się wyróżniać, tonąc między pomysłami i notkami, które
przypadkiem wylądowały w tym samym miejscem kalendarza. Po drugie,
bardzo szybko mam setkę opóźnionych spraw i przestaję mieć ochotę do
nich zaglądać.
Co jeszcze ważniejsze, nie chcę patrzeć na rzeczy do zrobienia w ujęciu
kalendarzowym - dzisiaj to, jutro to.... Wolę po prostu widzieć kilkanaście
najpilniejszych zadań.
Podsumowując: lista rzeczy do zrobienia (czy narzędzie GTD) to nie
jest kalendarz.
Jeśli ktoś się dobrze i naturalnie czuje z kalendarzem, to -
wszelkich komputerowych kalendarzy jest masa (z sieciowych wspomnę
choćby kalendarz Google). Można ich używać ale nie o nie mi w tym
artykule chodzi.
Priorytety precz
Nadawanie priorytetów to czynność mityczna. Teoretycznie powinno się
to robić - tak w sprawach zawodowych, jak prywatnych. W praktyce -
masa systemów zarządzania projektami, rejestrowania zgłoszeń itd ma
takie pole ale niemal nigdy nie służy ono do wyboru co zrobić
(a rzadko w ogóle ma sensowną wartość).
Najwyższy priorytet: szef osobiście fatygujący się by popędzić daną
sprawę. Następny: regularnie wydzwaniający klient czy
współpracownik. Kolejny: rzecz o którą ktoś mailuje co dzień-dwa. W
całej reszcie rozróżnianie priorytetu już naprawdę nie jest
potrzebne.
Zostawiając zarządzanie projektami i zespołami - w odniesieniu do
prywatnych lub osobistych rzeczy do zrobienia priorytety nie mają
większego sensu. Jeśli już, może się przydać jakiś prosty mechanizm
wyróżnienia ważniejszych i mniej ważnych projektów (ale tu lepiej od
priorytetów sprawdzi się zwykła możliwość posortowania po swojemu czy
użycia kolorów).
Wygodne zarządzanie
Aby się na co dzień cieszyć listą spraw uproszczoną do następnych
akcji, cały pakiet zadań mieć ułożony w projekty itd trzeba od czasu
do czasu robić w nim porządek. Koncepcja GTD to cotygodniowy
przegląd, w trakcie którego przepatruje się całość, koryguje listy
projektów, wybiera następne akcje dla ważnych projektów, kasuje rzeczy
zdezaktualizowane lub niepotrzebne, uzupełnia braki itd itp.
Wymaganie co do oprogramowania: pozwolić to - w miarę wygodnie -
zrobić.
Dać dobry zbiorczy widok. Dać możliwość grupowego modyfikowania.
Pozwolić na łatwe i ergonomiczne korygowanie opisów, rozbijanie
zbyt ogólnych czynności na bardziej szczegółowe, modyfikowanie
struktur projektów itd itp.
Na moje oko: to jest obszar, w którym sieciowe todo-listy wyglądają
najsłabiej. Wszystkie.
Łatwa i szybka dostępność
Podstawowa idea list rzeczy do zrobienia - zwolnienie się z konieczności
pamiętania - bazuje na możliwości:
błyskawicznego dodania nowej rzeczy do zrobienia - cokolwiek akurat robię,
jeśli wpada mi do głowy nowy pomysł albo ktoś coś ode mnie chce, muszą
móc to łatwo zapisać
łatwości częstego przeglądania.
Ten pierwszy aspekt bywa bardzo zaniedbany w tradycyjnych systemach
ewidencji rzeczy do zrobienia, jakimi są issue-trackery. Ileż razy
wolałem machnąć na coś ręką, niż przedzierać się przez bugzillowy
formularz dodawania nowego zgłoszenia.
Dlatego: lekkie, łatwo dostępne formularze, w których wystarczy wpisać
kilka słów i nacisnąć Enter. Wtyczki/dodatki do przeglądarek, często
używanych serwisów sieciowych, programów pocztowych czy desktopów. A
także - opcja wrzucenia notki z telefonu, sforwardowania maila.
Za wielką wodą popularyzuje się w tych zastosowaniach Jott,
czyli serwis pozwalający zadzwonić i powiedzieć (dzwonię
na numer telefonu Jott-a, mówię coś w stylu ToDo: wyślij
zaległą specyfikację, a Jott przerabia to na tekst
i wrzuca do skonfigurowanego serwisu). Wiele sieciowych list
zadań zintegrowało się z Jott-em i pozwala robić zapiski
tą drogą.
Drugi element ma podobne oblicze. Łatwa do wyświetlenia i ogarnięcia
lista kluczowych informacji. Możliwość zajrzenia na nią także
z palmtopa czy telefonu komórkowego. Wreszcie: przemyślane
wydruki w wygodnym formacie.
Dzielenie z innymi
Nowszy aspekt zabawy zapewniany przez niektóre serwisy: możliwość
dzielenia się projektami czy delegowania zadań. Raczej w małej skali -
żona wrzucająca mężowi uzupełnienia listy zakupów, koledzy wspólnie
rozpisujący przygotowania do wyjazdu.
Nie jestem pewien na ile ten model pasuje do osobistej listy
rzeczy do zrobienia (chyba wolę, by taka lista stanowiła filtr
między mną, a osobami, które coś ode mnie chcą) ale w ograniczonym
zakresie może być przydatne.
Wiarygodność
Użytkowników I Want Sandy i Stikkit-a musiało nieźle zaboleć
to ogłoszenie (pojawiło się raptem tydzień przed oznaczonym
terminem):
Values of n, the company behind Stikkit and I Want Sandy,
will be closing its doors. Both services will going offline at close
of business (5pm PST) on Monday December 8th, 2008.
Autor obu dostał ciekawą ofertę pracy, więc zdecydował się
zamknąć swoją firmę i wyłączyć serwisy, które nie zapewniały mu
sensownych dochodów.
Dlatego wolę, by serwis z którego korzystam miał realny model
biznesowy. Po prostu - by zarabiał. Bo tylko to daje właścicielom
realną motywację utrzymania go przy życiu.
Znaczy to też, że jestem gotów płacić (mam teraz wykupiony płatny
dostęp do Nozbe). Pozycja płacącego klienta jest trochę inna,
niż pozycja korzystającego z darmowej oferty.
Litania linków
... z dłuższymi lub krótszymi komentarzami. Ale bez screenshotów,
każdy z tych serwisów publikuje je w dużej obfitości.
Uwaga: screenshoty czasem kreują inne wrażenie, niż serwis
zostawia przy próbie używania. Samo oglądanie obrazków nie wystarczy. Warto wbić sobie kilkanaście
zadań i zobaczyć, co się z nimi dzieje
Duży, duży, wielki serwis. Masa użytkowników (bodaj więcej niż
mają pozostałe wymienione razem wzięte), wiele pochwalnych
artykułów. Dużo wtyczek, pluginów, interfejsów (od wstawek do
iGoogle i GMaila po programy desktopowe - jak Tasque). Wersja
Gears pozwalająca na działanie offline. Fajne skróty klawiszowe i
miły lekki interfejs. Do tego - właściwie za darmo (to akurat
budzi lekką nieufność, jak oni chcą się finansować?).
Pierwotnie właśnie RememberTheMilk sobie wybrałem i
zacząłem używać. Niemal od razu zaczęło mnie irytować zorientowanie
na daty. Potem stwierdziłem, że nie czuję komfortu zarządzając listą
spraw. Na koniec znalazłem ten artykuł sugerujący, jak
zrobić z RTM system GTD. Przerobiłem go prawie do połowy,
poczułem, że dorabiam płozy do poloneza i zrezygnowałem z
RTM.
Nie mój model pracy ale to jest poważny, dobrze zrobiony
i popularny serwis.
Tego obecnie używam (i jakiś czas poużywam, by wymusić na sobie
zaprzestanie skakania po serwisach, kupiłem dostęp na rok).
Nozbe zdobyło moją sympatię fajnymi filmikami o
GTD i interfejsem, który akcentuje ten właśnie model
pracy, o który mi chodzi.
Nozbe nie jest idealne, ma parę błędów i niedogodności (np.
trochę zbyt krótkie teksty opisujące akcje czy bałaganiarska
obsługa zadań rekurencyjnych) ale ogólnie jest dość ergonomiczne i
przyjemne w używaniu. Zamiast wielu możliwości jest tylko
kilka ekranów - ale są to właśnie te ekrany, które są potrzebne
i są one łatwo dostępne. Potrzebne informacje są razem (np. patrząc
na projekt widzę i zadania, i notatki, i załączniki z nim związane).
Parę gadżetów, min. wtyczka do iGoogle/gmaila, przyjmowanie zleceń
mailem, eksport kalendarza, czy mobilny interfejs (działający
poprawnie na moim niezbyt już nowoczesnym telefonie). Proste
JSONowe API, z którego zacząłem już
korzystać.
A przede wszystkim - Nozbe faktycznie uczy nawyków GTD
zamiast jedynie czynić je możliwymi. Autor ma odwagę zaproponować
model pracy i jest to dobry model.
Zupełnie na boku, czuję sympatię do autora. Michał Śliwiński
zrobił i fajnie promuje serwis adresowany przede wszystkim na
światowy rynek. Z mniej formalnej strony można go obejrzeć
tutaj.
Chyba jedyny obok Nozbe program jasno stawiający sobie za cel
wspieranie GTD (a nie tworzenie dowolnych list) - przy czym
vitalist idzie nawet dalej (mamy tu sztywny podział Inbox,
Actions, Waiting, Someday, Ticklers, Reference,
obowiązujący tak ogólnie, jak w ramach każdego projektu).
Po przeczytaniu entuzjastycznej opinii na jakimś blogu to właśnie
vitalista pierwotnie chciałem używać. Nie spodobał mi
się interfejs ale traktuję to jako kwestię gustu. No i właściwie
nie ma dodatków ani gadżetów.
Ogólnie: dość ascetyczny serwis z dobrze wybranymi abstrakcjami.
Wart obejrzenia.
Dużo funkcji, całkiem estetyczny interfejs, różne możliwości
organizacji informacji, fajna ajaksowa edycja in-place,
różnorodność dostępnych widoków i sposobów organizacji
informacji. Niezły pomysł podzadania pozwalający podzielić akcję
na mniejsze.
Ale ... w wielu miejscach potrzeba o jeden klik za dużo.
Funkcje są porozpraszane po wielu widokach i pozycjach menu.
Zamiast jednego spojrzenia na listę zadań, kilkanaście wariantów
jej prezentacji. Gdzie na Nozbe każdy projekt ma swoją stronę,
na której umieszczam tak rzeczy do zrobienia, jak notatki czy
pliki, na toodledo mam pozycję menu na listę ToDo, inną
pozycję menu na notatki, inną na załączane pliki itd.
Troszkę robi wrażenie, jak gdyby autorzy wiedzieli co może
być przydatne ale nie mieli odwagi zaproponować jak. Zrobili
mnóstwo funkcji ale te funkcje ze sobą nie do końca współgrają.
No i przesadne akcentowanie priorytetów.
Miłe, lekkie, małe, łatwo dostępne. Kilka unikalnych bądź rzadkich
pomysłów, jak zastąpienie gwiazdkowania ukrywaniem na zadany
czas (to jest fajne - schowanie zadania na tydzień nie oznacza
ustawienia mu daty wykonania na za tydzień, chyba tylko tracks
też to potrafią) albo obsługa przeglądu
polegająca na przejściu wszystkich zadań po kolei. Pobawiłem się
tym chwilę i robi bardzo ergonomiczne wrażenie.
Za mało możliwości organizacji.
Ciekawostka: hivemindera zrobiła firma
BestPractical - autorzy
RT, czyli tradycyjnego
poważnego issue trackera.
Serwisy oparte o tracks. Czytając o niemal
każdym z nich znajdowałem informacje o problemach wydajnościowych
lub z dostępnością.
Sam interfejs nie jest zły, patrz wzmianka o tracks niżej.
Nie przyglądałem się. Kilka osób (jedna tutaj) chwaliło lekkość i wygodę.
Produkty firmy 37signals,
czyli autorów Basecampa.
Interesująca idea zbudowania systemu GTD na Gmailu. Chcę utrzymać
separację między pocztą a zadaniami plus mam swoją rozbudowaną
hierarchię folderów i filtrów w Gmailu, więc bałem się wypróbować.
Ilustracja, że takich systemów jest naprawdę dużo.
Hostować samemu
Znalazłem też dwie ciekawe aplikacje nadające się do samodzielnego
hostowania.
Pierwsze wrażenie robi niezłe - ergonomiczne panele dodawania
notek, fajna funkcja odepchnięcia zadania o dzień lub tydzień
przez jedno kliknięcie (i bardzo dobre podejście w którym
takie schowanie nie oznacza harmonogramowania, ewentualna data
na którą coś musi być zrobione to osobne pojęcie).
Różnorodne widoki do wyboru.
Interfejs jest dla mnie trochę przeładowany - za dużo, zbyt
wyrazistych kolorków, ikonek itp. No i Ruby on Rails - czyli
kłopotliwa instalacja (BitNami trochę pomaga)
i spore obciążenie.
Przymierzam się do używania tracks do zarządzania zadaniami
zawodowymi (których nie chcę wrzucać gdzieś w sieć), być
może napiszę o nich więcej w przyszłości.
Jak już wspominałem, w sieci można znaleźć kilka serwisów
używających tracks, z tracks.tra.in na czele.
Nie obejrzałem jeszcze. Wymagania pamięciowe na pewno będzie
mieć mniejsze od tracks ;-)
Linuksowe programy desktopowe
Na koniec wzmianka o dostępnych pod Linuksem programach desktopowych
służących do podobnych celów.
Czyste GTD w formie javowego programu. Coś w tym programie
jest.
Fajna idea ale strasznie przeładowana i przyciężka aplikacja.
Prosta lista zadań w formie panelowego apletu. Możliwość
interfejsowania się z rememberthemilk (może powstaną także
inne interfejsy).
Lista zadań wbudowana w Eclipse. Bardzo interesujący projekt, z
szczególnie ciekawą koncepcją dynamicznego uczenia się kontekstów
(program potrafi np. pamiętać jakie pliki miałem otwarte pracując
nad danym zadaniem i przywrócić taką konfigurację, gdy do niego
wracam).
Pomysł stosowania mind-map do zarządzania zadaniami jest nienowy.
XMind dorzuca tutaj specjalne markery, a w wersji Pro także
bardziej rozbudowane funkcje harmonogramowania.
Problem z mind-mapami w tym zastosowaniu: to jest dobre narzędzie
do review czy globalnego spojrzenia, ale pokazuje za dużo
gdy po prostu robię.
Próbuję sobie połączyć dwa światy budując narzędzie
wizualizujące zadania z Nozbe jako mind-mapę - by
wspomóc efektywne review.
Podsumowanie
Możliwości jest jak widać masa. Kluczowe funkcje mają zbliżone,
a wygodę używania i sensowność koncepcji da się ocenić dopiero
gdy się ich trochę poużywa.
Radziłbym wybrać dwie-trzy aplikacje, zarejestrować się, wpisać
po paręnaście zadań i zobaczyć jak się używają, potem wybrać
jedną i ... zostać już konsekwentnym.
Serdecznie dziękuję za wskazanie GTD.
Bardzo interesujacy wpis. Ostatnio tez probuje zarzadzac zadaniami. Idealnym rozwiazaniem byloby chyba cos co integruje sie z GMail i Google Calender. Czasami musze dodac zadanie wynikajace z maila i czasami musi miec to konkretna date, ale oczywiscie nie zawsze, wiec luzne zadania sa jak najbardziej na miejscu. Sprobowalem RTM, ale jakos nie moge sie do tego przekonac. Oglonie ladne, lekkie, ale poki co wykorzystuje to tylko jako liste ToDo. Chyba mam podobne podejscie jak Ty, czyli "projekty", ktore skladaja sie z kilku zadan - to chyba dla mnie najwazniejsza opcja. Potestuje, moze cos mi przypadnie do gustu. Daj znac, jak Ci sie pracuje z Nozbe.
Pozdrawiam
Z Nozbe pracuje mi się całkiem dobrze. Więcej na ten temat napiszę za jakiś czas, gdy sobie ułożę w głowie zalety i wady.
Tak na szybko, Google dodal ostatnio do Gmail liste "task'ow": http://gmailblog.blogspot.com/2008/12/new-in-labs-tasks.html
Pisząc o GTD skrytykowałeś google, za nieroździelenie listy zadań od poczty (co rozprasza). Z okazji dyskusji o Google Task na blogu Pawła Wimmera w komentarzu Przemelek podał ciekawy link wejściowy http://mail.google.com/tasks/ig [to wnętrze ramki dla wersji dla iGoogle],
pojawil sie nowy produkt, choc jeszcze nie zdazylem popatrzyc: doit.im
to co mnie w tym kusi najbardziej, to obiecywane wkrotce wersje na komorki, fantastyczna rzecz miec swoje projekty zawsze ze soba (chocby by je przegladac w drodze do pracy) i moc je synchronizowac z komputerem, choc szkoda ze za posrednictwem serwera :-( ...
Jeśli dobrze widzę, to to (doit.im) jest air-owa aplikacja do instalacji. Czyli alternatywa dla desktopowych list zadań. Może być warte zerknięcia, pytanie czy już działa sync, czy działa dobrze i czy/jakich opłat będzie wymagał.
Co do obsługi na telefonie jako takim - wszystkie poważniejsze todolisty mają interfejsy przykrojone do telefonów, częste są też natywne wersje na ajfony. Np. używane przeze mnie teraz nozbe ma.
super jest!!