Dla treści poniższego artykułu istotne jest jedno rozróżnienie
rodzajów kart - podział na karty wypukłe i płaskie. Kluczowa
różnica: każde użycie karty płaskiej wymaga kontaktu z naszym bankiem,
karty wypukłe mogą być niekiedy autoryzowane bez takiej
operacji. Dlatego przy użyciu karty płaskiej praktycznie niemożliwe
jest przekroczenie dopuszczalnego salda czy ustanowionych przez bank
limitów, przy odpowiednim wykorzystaniu karty wypukłej może się to
zdarzyć.
Najpopularniejsze w Polsce karty wypukłe to różne odmiany kart Visa
Classic i MasterCard, najpopularniejsze karty płaskie to Visa Electron
i Maestro.
Masz zwykłe Maestro czy Visę Electron przypiętą do 'głównego'
rachunku? Masz na tym rachunku 3.000 złotych? Masz też przyznany
dozwolony debet 8.000? No, to w przypadku wielu banków, włożenie do
portfela Twojej karty jest niemal równoważne włożeniu tam 11.000
złotych!
Czemu tak się dzieje? Ano, o ile banki zwykle nakładają jakieś
ograniczenia na kwoty, jakie można wypłacić w bankomacie (choć i to
nie zawsze), o tyle bardzo często nie limitują (albo limitują bardzo
dużymi kwotami) transakcje kartą w sklepach. Bank zapewnia Ci wygodę:
możesz wszystkie oszczędności plus udostępniony kredyt bądź debet
wypłacić w bankomacie lub wydać na zakupy. Tą samą wygodę bank
zapewnia złodziejowi.
Masz kartę wypukłą (nieważne, czy debetową, kredytową czy charge)?
Tu jest jeszcze "ciekawiej" - w odpowiednich (znanych zresztą
przynajmniej części przestępców) okolicznościach, karta może posłużyć
do wypłacenia kwoty wielokrotnie przekraczającej oficjalnie przyznany
limit czy posiadane na rachunku środki.
Końcowy efekt? Bardzo rzadko się zdarza, by ktoś wypłacał z banku
wszystkie oszczędności oraz cały dostępny debet i nosił pobraną kwotę
w portfelu - a jeśli do takiej sytuacji dochodzi, człowiek czuje
niejaki niepokój i zachowuje specjalną ostrożność. Niepozorny kawałek
plastiku wkłada się do portfela codziennie i specjalnie nim nie
przejmuje. Do czasu, gdy zdarzy się nieszczęście.
No dobrze - ale przecież robiąc zakupy w sklepie przy pomocy karty
wypukłej i wielu płaskich, trzeba potwierdzić transakcję podpisem!
Coż, w praktyce, zabezpieczenie to okazuje się niemal zupełnie
nieskuteczne.
Pierwszy powód: w wielu sklepach sprawdzanie podpisu odbywa się
bardzo pobieżnie (lub wcale). Każdy, kto karty używa, bez trudu może
zauważyć jak rzadko zdarza się by sprzedawca czy kasjerka uważnie
porównał podpis z karty z podpisem na slipie. Nieraz karta bywa
oddawana jeszcze zanim kwitek zostanie podpisany. Ponadto, kasjerka
czy sprzedawca nie są grafologami, nawet jeśli porównają podpisy, mogą nie
wyłapać fałszerstwa.
Druga sprawa: istnieją niestety nieuczciwi sprzedawcy, od wprost
współpracujących ze złodziejami, po ignorujących zauważony problem w
nadziei zachowania zarobionych w ten sposób pieniędzy.
No i ostatnia rzecz: niejednemu sprzedawcy trudno zdobyć się na
odmowę, gdy o przyjęcie karty grzecznie 'prosi' kilku łysych osiłków.
A czy transakcję podpisaną niezgodnym podpisem da się zareklamować? Dalece
nie zawsze, o czym piszę trochę dalej.
Wypłaty z bankomatów chronione są czterocyfrowym PINem. W podobny
sposób od niedawna zaczęły być chronione transakcje sklepowe
dokonywanie niektórymi kartami płaskimi (decyzja czy używać PINu czy
podpisu zależy od banku). Według stanowiska banków, PIN powinien być
całkowicie tajny i znany tylko posiadaczowi karty. Fajnie? Nie do
końca. Niestety PIN nie jest tak tajny, jak banki chciałyby to nam
wmówić.
Po pierwsze, wiele osób nie jest w stanie tych cyferek pamiętać i w
takiej czy innej formie je niestety zapisuje. Inni zmieniają PINy na
łatwe do odgadnięcia liczby typu data urodzenia czy końcówka numeru
telefonu. Łatwo się oburzać, trudniej coś konkretnego poradzić.
Po drugie, częstokroć PIN można bez większego trudu
podejrzeć. Wiele bankomatów ma swoje klawiatury ustawione tak, że
posiadając niewielką lornetkę można je obserwować bez trudu z całej
okolicy (w tym z wszelkich okien pobliskich budynków, zaparkowanych
niedaleko samochodów etc). Ba, nieraz usytuowanie bankomatu wymusza
korzystanie z niego z wiszącymi nad głową paroma osobami stojącymi w
kolejce do jakiegoś sklepu czy oglądającymi jakąś wystawę. Równie
kiepsko wyglądają pod tym względem używane w sklepach PINpady - tu
podejrzenie co wpisuje sąsiad z kolejki przy odrobinie (złych) chęci
nie stanowi większego problemu.
Po trzecie, klient nie ma specjalnej możliwości sprawdzenia, czy
urządzenie z którego korzysta jest 'uczciwe'. Słynna była sprawa
bankomatów jednego z dużych polskich banków, do których złodzieje
przyczepiali miniaturową kamerę, wyglądającą jak reklama. Na świecie
zdarzały się nawet fałszywe bankomaty, przypominające prawdziwe ale
zapisujące wprowadzane piny (i zwykle generujace komunikaty o błędach
zamiast wypłacania pieniędzy). Nie bardzo też wiem co właściwie robi z
wpisanym przeze mnie PINem sklepowy PINpad i jak miałbym sprawdzić
jego autentyczność...
Po czwarte wreszcie, PIN to raptem cztery cyfry - do
10.000 możliwości (czasem mniej, nie wszyscy stosują zero).
Szansa jego trafienia jest dość mała ale nie zaniedbywalna
- zwłaszcza, gdy złodziej zdołał podejrzeć jego część albo
się jej domyśla (nie wszystkie PINy są stosowane równie
często). Bankomaty powinny przy trzeciej nieudanej próbie zatrzymywać
kartę, większość tak działa ale niestety nie wszystkie. PINpady mogą
co najwyżej zasugerować zatrzymanie karty, czy tak się stanie zależy
od sprzedawcy. Nie będę już szerzej komentował tutaj 'bezpieczeństwa'
zapewnianego przez banki, które wykorzystuja PIN karty płatniczej jako
hasło do logowania się przez telefon czy internet...
A co najgorsze, potwierdzone PINem transakcje praktycznie nie podlegają
reklamacjom! O tym trochę więcej dalej.
Niektóre banki wydają karty, na których jest umieszczone zdjęcie
posiadacza. Choć jest to sympatyczne i robi fajne wrażenie,
bezpieczeństwa znacząco nie podnosi. Po prostu, sprzedawca nie jest zobowiązany
do zwrócenia uwagi na takie zdjęcie - żadne przepisy nie wymagają, by
było to zdjęcie posiadacza karty (można przecież wyrobić sobie kartę
ze zdjęciem uroczego szympansa, delfina Uma lub
praprababci). Oczywiście, niezgodność zdjęcia może zmobilizować
sprzedawcę do bardziej uważnej kontroli podpisu, ale na tym jego rola w
praktyce się kończy. Przypadki, gdy mężczyzna bez problemów płacił
kartą ze zdjęciem kobiety były opisywane wielokrotnie.
Banki wymagają, by utracona karta została natychmiast zastrzeżona.
Brzmi to fajnie: natychmiast po utracie karty należy zadzwonić pod
odpowiedni numer lub udać się do banku i kartę zastrzec, od tej chwili
nic nam nie grozi. Praktyka wygląda trochę gorzej (choć trzeba przyznać,
że i tak zastrzeganie kart działa dużo, dużo lepiej niż zastrzeganie
czeków czy dokumentów)...
Po pierwsze, kradzież/zagubienie karty nie musi być zauważona od
razu. Jeśli złodziej dyskretnie wyjmie kartę z portfela (choćby
pozostawionego w jakiejś szatni czy przebieralni, na biurku albo w
hotelowym pokoju) nie naruszając poza tym jego zawartości, posiadacz
karty może zorientować się w sytuacji dopiero po dniu lub nawet kilku,
gdy będzie chciał swojej karty użyć - a i wtedy nie od razu będzie
pewien, że karta została skradziona. Ewentualne zastrzeżenie jest
wówczas już dawno spóźnione. Jeszcze gorzej wygląda sprawa kart
'dodatkowych', używanych sporadycznie.
Po drugie, w przypadku zuchwałej kradzieży, sprawa też nie jest
prosta. Abstrahując nawet od sytuacji, gdy pobita lub zraniona przez
bandytów osoba nie jest zdolna do jakiejkolwiek działalności przez
wiele godzin albo i dni, 'łagodniej' okradziony człowiek pozostaje
zwykle bez pieniędzy i telefonu gdzieś 'na mieście'. Zanim dotrze do
jakiegoś telefonu (z braku pieniędzy automat często nie wchodzi w
grę), może upłynąć sporo czasu. Tym bardziej, że zastrzeganie kart
nie jest pierwszą sprawą o której się myśli - pilniejsze jest
choćby zawiadomienie policji. Co więcej, w takiej sytuacji, trudno
pamiętać nieużywany przecież na co dzień numer telefonu służący do
zastrzegania kart a także niezbędne do tego dane (choćby numer karty
czy takie czy inne hasło dostępowe) - ogromnie zdenerwowany człowiek
może mieć problem nawet z przypomnieniem sobie telefonu do domu.
Zapisywanie niezbędnych informacji w
komórce nic nie pomoże, bo komórkę często tracimy wraz z kartą,
podobny los czeka kartki noszone w portfelu.
A cały problem potrafi
się wielokrotnie skomplikować jeśli kradzież nastąpiła podczas pobytu
za granicą...
Po trzecie, karty możemy ... nie stracić. Popularne przestępstwo
karciane polega na dyskretnym wykonywaniu kopii paska magnetycznego
karty, co pozwala złodziejom wykonać drugą kartę, być może inaczej
wyglądającą ale tak samo rozliczaną w oparciu o nasz rachunek. Banki
bynajmniej nie uznają od razu swojej odpowiedzialności w takich
sytuacjach (niedawno zakończył się precedensowy proces, w którym
szczęśliwie sąd przyznał rację klientowi, niemniej jednak stało się to
parę lat od kontrowersyjnych transakcji a klient pieniędzy nadal
jeszcze nie odzyskał).
Po czwarte wreszcie, wciąż istnieją banki, które ze względu na
niewydolność własnych systemów informatycznych albo braki
organizacyjne, zastrzegają karty dopiero po wielu godzinach od chwili
zastrzeżenia (z ekstremalnym przypadkiem zastrzegania następnego dnia
roboczego - co może oznaczać trzy dni przy kradzieży w piątek po południu
a jeszcze więcej w okresach świątecznych).
Przypisane nam transakcje karciane, których tak naprawdę nie
wykonaliśmy, można reklamować. Tu także sprawa wygląda jednak dużo
gorzej, niż w bankowych reklamówkach.
Fundamentalny problem: większość polskich banków wymaga do uznania
reklamacji dostarczenia oryginalnej karty - aby móc porównać podpis
złożony na slipie z podpisem jaki znajdował się na karcie! Jeśli kartę
straciliśmy, podpis może być najbardziej nieprawdopodobnie niezgodny,
reklamacja i tak nie zostanie uznana. Zostaje modlić się by złodziej
po wykorzystaniu karty był tak miły i ją nam odesłał (albo próbował
używać kartę tak długo, aż wreszcie gdzieś zostanie zatrzymana).
Działając tak, banki powołują się zwykle na regulacje firmy
Visa. Drobny problem polega na tym, że regulacje te nie powinny
klienta dotyczyć! Służą one do ustalania, czy danej oszukańczej
transakcji jest winny sprzedawaca: jeśli uda się odzyskać oryginał
karty i stwierdzić różnicę podpisu między slipem a kartą, stanowi to
ewidentny dowód, że sprzedawca nie zweryfikował podpisu, jest winny i
musi zwrócić pieniądze. W przeciwnym wypadku sprawa powinna być
wyjaśniana między bankiem - wystawcą karty, a klientem (zwykle bank
powinien porównać podpis ze slipa z wzorcem podpisu klienta, kopią
podpisu z karty itp i zależnie od tego zwrócić lub nie
pieniądze). Typowy polski bank przerzuca problem na klienta zawsze,
gdy nie uda mu się (za pośrednictwem organizacji karcianej) odzyskać
pieniędzy od sprzedawcy!
Niekiedy pojawia się pomysł, by wykonać ksero karty i potwierdzić
je w banku albo notarialnie. Brzmi to rozsądnie ale ... w niczym nie
pomaga. Regulacje firmy VISA takiego postępowania nie przewidują.
Niczego nie zmienia też fakt, ze wiele banków wymaga złożenia na
karcie podpisu zgodnego z wzorcem składanym w banku.
Nawet, gdy karta zostanie odzyskana, sprawa nie jest oczywista.
Uznanie reklamacji bywa często uzależnione od analizy grafologicznej,
co zarówno kosztuje, jak zajmuje wiele czasu.
W przypadku transakcji z PINem jest jeszcze gorzej. Większość
banków zastrzega w swych regulaminach, że nie ponoszą dla takich
transakcji jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nawet jeśli do transakcji
doszło już po zastrzeżeniu karty!
Oznacza to, że na odzyskanie pieniędzy zrealizowanych przy pomocy
transakcji PINowej nie ma szans. Niezależnie od tego, w jaki sposób
złodzieje poznali PIN i czy klient był jakkolwiek temu winny.
Aby jakoś zapobiec omawianym problemom, część banków oferuje (lub
wymusza) ubezpieczanie kart. W takiej sytuacji, straty klienta pokrywa
ubezpieczyciel a ewentualne późniejsze wyjaśnienia 'kto jest winny'
nie są już dla klienta ważne.
Ubezpieczenia też jednak nie są idealnym panaceum. Oprócz tego, że
kosztują - a ich koszty banki przerzucają na klientów - trzeba
pamiętać, że wiążą się z nimi rozmaite ograniczenia i wyłączenia.
Dotyczą spraw takich, jak:
- ograniczenie czasowe;
- ograniczenie kwoty;
- wyłączenie niektórych typów transakcji (zwłaszcza pinowych).
(przy czym wszystkie te sprawy różnie mogą wyglądać w różnych
ubezpieczeniach).
Ograniczenie czasowe ustala moment, od którego obowiązuje
ubezpieczenie - zwykle względem momentu zastrzeżenia. Ubezpieczenie
'od chwili zastrzeżenia' jest właściwie nic nie warte. Ubezpieczenie
'na godzinę przed zastrzeżeniem' też niewiele - daje raptem jedną
godzinę od utraty karty na jej zastrzeżęnie, co (jak już wyżej
pisałem) może być trudne. Ubezpieczenie na 24 lub 48 godzin przed
zastrzeżeniem w większości wypadków bywa wystarczające, choć
oczywiście absolutnego bezpieczeństwa nie zapewnia.
Ograniczenie kwotowe ma dwie odmiany: ograniczenie łącznej sumy
ubezpieczenia i ograniczenie minimalnej wartości transakcji. To
pierwsze ustala maksymalną kwotę jaką może wypłacić ubezpieczyciel -
jeśli złodziejom uda się wybrać więcej, "nadwyżka" stanowi problem
klienta. To drugie z kolei zapewnia wypłatę utraconych środków tylko,
jeśli straty przekraczają jakąś kwotę (typu 100 albo 1000 złotych)
- co sprawia, że niewielkie straty ponosi klient, jedynie większe
ubezpieczyciel.
Ostatnia, bardzo ważna sprawa, to wyłączenie odpowiedzialności
ubezpieczyciela za transakcje PINowe. To poważny problem - jak już
pisałem, banki też wykluczają swoją odpowiedzialność w takich
wypadkach, więc cała strata zostaje na barkach posiadacza karty.
Trzeba też wiedzieć, że - zależnie od banku - ubezpieczenie może
działać niemal automatycznie (i być wypłacane za pośrednictwem banku)
albo wymagać załatwiania rozmaitych formalności przez samego klienta
bezpośrednio z ubezpieczycielem.
Poniżej opisuję parę prostych metod na zmniejszenie ryzyka.
Przynajmniej w przypadku karty płaskiej, istnieje bardzo prosty sposób
na znaczące obniżenie ryzyka. Wystarczy, by na rachunku do którego
jest przywiązana karta, nie było zbyt wielu pieniędzy. W praktyce, na
co dzień wystarczy "mieć przy karcie" kilkaset złotych i zasilać ją
większą kwotą tylko w razie większych zakupów czy dużych wypłat z
bankomatów. Oczywiście aby to w miarę sensownie działało, bank musi
dawać jakąś możliwość łatwego przelewania środków między rachunkami
(idealnie się do tego nadają banki z dostępem przez internet i
telefon).
Chyba najbardziej znaną konfiguracją tego typu jest wielokrotnie
opisywany sposób korzystania z mbanku - nie bierzemy karty do rachunku
eMaX, właśnie na tym rachunku oszczędzamy i nań przyjmujemy pensję
oraz inne wpływy, natomiast kartę mamy do eKonta na którym trzymamy
tylko tyle, ile chcemy akurat wydać (czyli zwykle mamy paręset złotych
a więcej przelewamy tylko bezpośrednio przed dużymi
zakupami). Podobnie można postępować w kilku innych bankach (np. w
inteligo tworząc dodatkowy rachunek wykorzystywany podobnie jak
mbankowy eMaX a domyślny rachunek wykorzystywać tylko do obsługi
karty).
W bankach bardziej tradycyjnych, pokrewny cel (acz z mniejszą
dokładnością) uzyskujemy utrzymując oszczędności na lokatach,
wydzielonych rachunkach oszczędnościowych itp - zostawiając na
rachunku bieżącym spiętym z kartą tylko kwotę przeznaczoną na bieżące
wydatki (zwykle już miesięczne).
Jeszcze inny wariant zapewniają stanowiące stosunkową nowość karty
przedpłacone, gdzie karta jest w wyraźny sposób "odwiązana" od
rachunku bieżącego.
Problem jest zwykle z debetem. Niestety, banki zdradzają jakiś dziwny
upór i praktycznie zawsze przypinają debet do rachunku bieżącego. No i
trzymanie tam 300 złotych niewiele pomoże, skoro można też wyciągnąć
5.000 złotych debetu. Dlatego, jeśli korzystamy z sporego debetu,
bezpieczniej zrezygnować z karty związanej z danym rachunkiem - i
np. używać karty innego banku. Inna sprawa, że większość ofert
debetowych jest bardzo droga i warto się dwa razy zastanowić, czy
naprawdę debet jest nam potrzebny.
Opisane powyżej metody nie działają w pełni dla kart wypukłych - w
ich wypadku, wiele transakcji może zostać autoryzowanych mimo braku
środków (typowy scenariusz to dużo zakupów na małe kwoty). Następnie
bank rozlicza transakcje i pobiera środki z konta a jeśli ich brakuje
- tworzy "nielegalny debet", za który nieraz pobiera dodatkową karę i
szczególnie wysokie odsetki. Niemal wyłącznie kart wypukłych dotyczy
też problem użycia 'naszego' numeru karty przy zakupach w internecie
(a trzeba pamiętać, że może do nich posłużyć komuś także numer karty
znaleziony na wyrzuconym slipie, choćby właściciel nigdy w życiu nie
widział komputera).
Dlatego uważam, że:
- należy się dobrze zastanowić, czy na pewno karta wypukła jest nam
potrzebna - a na pewno nie brać jej tylko dlatego, że bank zgodził
się ją nam przyznać,
- jeśli już takiej karty potrzebujemy, korzystać z kart kredytowych
wydawanych przez inny bank, niż ten, w którym oszczędzamy (zawsze
trochę lepiej gdy bank domaga się od nas zwrotu pieniędzy niż gdy
bez pytania konfiskuje nasze oszczędności) - i koniecznie objętych
jakimś ubezpieczeniem.
W szczególności, absolutnym nonsensem jest branie MasterCarda czy Visy
Classic tylko po to, by wypłacać na te karty z bankomatu.
Wykorzystywane karty są objęte różnego typu limitami, takimi choćby
jak dzienne czy tygodniowe ograniczenia na sumę środków pobranych przy
pomocy karty (zwykle w podziale na wypłaty z bankomatu i transakcje
sklepowe) albo limity wysokości dopuszczalnego zadłużenia (dotyczy
zwłaszcza kart kredytowych, zwykle zliczane w skali miesiąca).
Warto się zainteresować, jakie limity stosuje nasz bank (także po
to, by np. nie zdziwić się niemiło przy czwartej danego dnia próbie
wyjęcia pieniędzy z bankomatu). Ale przede wszystkim ... trzeba sprawdzić,
czy limity w ogóle są sprawdzane (a raczej w jaki sposób się to odbywa).
Istnieją banki, w których transakcja 'przekraczająca' limit się
udaje (nie jest odrzucana), jedynie gdy bank po paru dniach ją
rozliczy, wszczyna takie czy inne działania przeciwko klientowi
uważając, że używa on karty w sposób nieregulaminowy. Chyba
najbardziej znane przypadki tego typu to karty kredytowe paru banków,
w których wypadku można znacznie przekraczyć limit zadłużenia
(odpowiednie transakcje się udają), za to po rozliczeniu transakcji
bank nalicza (nieraz słoną) karę i zaczyna liczyć karne odsetki.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa jest to ważna sprawa: warto
wiedzieć, czy (np.) stwierdzenie banku, że karta ma limit 3000
złotych dziennie faktycznie określa maksymalne ryzyko w razie
utraty karty - czy jedynie oznacza, że w razie przekroczenia przez
złodzieja tej kwoty bank dodatkowo naliczy nam karne opłaty i
specjalne odsetki, nie odrzucając transakcji. Ja zdecydowanie wolę
ten pierwszy przypadek.
Fakt, że karty płatnicze można otrzymać coraz łatwiej (i coraz
taniej), w połączeniu z pewnym dość dziwnym szpanem, owocuje czasem
osobami, które noszą w portfelu po kilkanaście kart płatniczych. Jest
to oczywisty nonsens. O ile uważam, że może być warto mieć 2, czasem 3
karty różnych banków, o tyle więcej naprawdę rzadko da się uzasadnić.
Dlatego zaczynając używać nowej karty warto się zastanowić, która
ze starych jest już zbyteczna - i zrezygnować z niej. A jeśli decyzja
wzięcia nowej karty po przemyśleniu okazuje się nietrafiona - zawsze
można karty nie odebrać lub nie aktywować.
Niektóre banki pozwalają (w przypadku kart płaskich) na całkowite
zablokowanie transakcji sklepowych (czy też na przydzielenie dla
takich transakcji limitu zero - co, jeśli limit jest sprawdzany, na to
samo wychodzi).
Jeżeli karta ma służyć wyłącznie do wypłat z bankomatu, warto z tej
możliwości skorzystać.
Parę zasad minimalnej 'higieny' przy używaniu karty:
- w miejscach, które wydają się nam w jakiś sposób podejrzane, lepiej
kartą nie płacić;
- wprowadzając gdziekolwiek PIN należy na ile to możliwe utrudnić jego
podejrzenie przez kogoś innego (osłonić klawiaturkę drugą ręką czy
portfelem, wykonać dodatkowe ruchy palcami 'w powietrzu');
- dając kartę sprzedawcy czy kelnerowi należy w miarę możliwości 'mieć
kartę na oku' (a na pewno nie zgadzać się na jej wynoszenie na
zaplecze);
- realizując transakcje 'na podpis' warto przeczytać co się podpisuje
(weryfikując kwotę) a także skreślić rubrykę 'napiwek' jeśli napiwku
nie płacimy;
- 'slipy' wydawane przy płaceniu w sklepie a także kwitki z bankomatów
należy zabierać ze sobą (a gdy nie są już potrzebne, niszczyć) -
szczególnie, jeśli 'kwitek' zawiera numer karty;
- idąc na plażę, basen czy siłownię karty lepiej zostawić w domu.
Przy aktualnym stanie polskiego prawa, wykorzystywanie karty
płatniczej wiąże się z poważnym ryzykiem. Warto to ryzyko
minimalizować, zwłaszcza gdy nie kosztuje to zbyt wiele. No i
... warto sygnalizować bankom zainteresowanie tymi sprawami, domagać
się od nich korzystniejszych uregulowań i "głosować nogami" czyli
wybierać najbezpieczniejsze oferty.
Ostatnio Bułgarzy instalujący nakładki na bankomaty powybierali ludziom z kont wielotysięczne kwoty (według gazet nawet przypadki na kilkadziesiąt tysięcy były).
Przeczytaj caly blog, calkiem dobry