Cechy użytkowe
PRS-600 ma, podobnie jak Kindle i eClicto, sześciocalowy ekran. W
przeciwieństwie do Kindle, ekran efektywnie wypełnia niemal całą
powierzchnię roboczą czytnika.
Przepraszam za słabą jakość zdjęć, robiłem je tym razem komórką
i nie miałem cierpliwości dopieszczać.
Nie używałem innych czytników więc trudno mi porównywać jakość obrazu,
zważywszy że producent ekranu jest ten sam, jest zapewne zbliżona. W
każdym razie, czyta się z tego urządzenia bardzo przyjemnie i bez
dyskomfortu, z jednym wyjątkiem: przy mocnym dziennym świetle ekran
odbija obraz (efekt podobny do laptopowych matryc glare). Jest
potrzebne oświetlenie a przy słabym świetle czytnik jest trochę mniej
czytelny od książki (z drugiej strony, można w takiej sytuacji
powiększyć czcionkę).
Urządzenie jest lekkie, komfortowo - i wygodniej niż większość
książek - trzyma się je w jednym ręku (min. nie ma problemów z
czytaniem na stojąco w autobusie - włącznie ze zmienianiem stron
ręką w której trzymam czytnik).
Ekran jest dotykowy. Daje to spory komfort przy nawigacji (np.
wybieraniu książki z listy czy rozdziału ze spisu treści)
a zwłaszcza przy zaznaczaniu cytatów.
Cytaty trafiają na listę notatek, stanowią więc zarazem swoistą
formę zakładek (niestety chyba nie ma możliwości edycji tekstu takiej
notatki).
Uwaga: tryb notatek trzeba aktywować - przy pomocy przycisku
Options i opcji Create/Edit Notes.
Niezależnie od notatek, czytnik pamięta pozycję w każdej już
czytanej książce (jeśli czytam książkę A, potem otworzę i poczytam B,
C, czy D, wreszcie wrócę do A, trafię na stronę, na której przerwałem
lekturę). A już w ramach książki mamy czytelny i wygodny spis treści
(tu także ekran dotykowy jest bardzo przyjemny w użyciu).
Stronę można zmieniać przyciskiem lub gestem (pociągnięcie palca w
poprzek). To drugie jest wygodne zwłaszcza, gdy trzymam czytnik w
prawej dłoni a lewą mam zajętą, szybki ruch kciuka po ekranie od razu
staje się odruchowy.
W komplecie jest też rysik, którym
można robić proste rysunki lub anotować lekturę.
Jest wreszcie wirtualna klawiatura - służąca chyba wyłącznie do
robienia wolnostojących memo tekstowych. Rysunki liter są,
przynajmniej dla mnie, trochę za małe, mam problemy z trafianiem w nie
palcem, chcąc cokolwiek zanotować posługuję się do ich wybierania
rysikiem.
Rysik bardzo elegancko chowa się z prawej strony obudowy.
Wreszcie: czytnik robi bardzo pewne, solidne wrażenie (ale testować upuszczania
go nie mam odwagi).
Cechy techniczne
Czytnik Sony nie obsługuje żadnej formy sieci (ani Wi-Fi, ani GSM). Do
wgrywania książek wykorzystywać trzeba komputer, z którym czytnik
łączymy standardowym kablem mikro-USB (w komplecie). To samo
połączenie służy do ładowania czytnika (jest też gniazdko DC IN 5.2V
ale w zestawie nie ma niezależnej ładowarki ani kabla).
PRS-600 ma za to wbudowany czytnik kart SD (do 16GB) a także czytnik
kart ProDUO (czymkolwiek są). Bez kart mamy do dyspozycji
512MB (tak naprawdę, po odjęciu miejsca na system i pliki robocze, na książki
pozostaje około 400MB).
Jest też odtwarzacz MP3, który uważam w tym urządzeniu za zbędny.
Po podłączeniu kablem USB zawartość urzędzenia wizualizuje się jako
dysk, którego zawartość można przeglądać i modyfikować. Do wgrywania
książek wykorzystywałem specjalizowany program (o którym za chwilę)
ale prawdopodobnie jest możliwe zwykłe ich kopiowanie. Nie widać tu
żadnych plików systemowych, jedynie same książki a także pliki robocze
(notatki, rysunki, pomocnicze cache, ...)
Oprócz podstawowego dysku roboczego (o nazwie READER) podpinany jest także drugi
(LAUNCHER) zawierający instalator programu do zarządzania czytnikiem (wersje dla Windows
i dla Mac). Program nie zainstalował się pod Wine, więc nie wiem, jak działa.
Wewnętrzenie w urządzeniu działa MontaVista Linux (którego jednak nijak nie widać).
Aplikacja
Program Sony nie działa pod Linuksem ale działa Calibre (open-source aplikacja
dostępna na wszystkie ważniejsze platformy, zresztą - napisana w Pythonie).
Program jest spakietowany w Ubuntu ale w nieco już starej wersji (w tej chwili
sudo apt-get install calibre instaluje 0.6.13), ponieważ oficjalna wzmianka
o PSR-600 pojawiła się później, zaintalowałem go metodą oficjalną:
sudo python -c "import urllib2; exec urllib2.urlopen('http://status.calibre-ebook.com/linux_installer').read(); main()"
Program jest bardzo intuicyjny więc szczegółowy opis jego wykorzystywania
pominę. Można go używać bezpośrednio do zarządzania zawartością czytnika
ale naturalny model jest inny: tworzymy sobie na PC bazę ebooków
(technicznie: zawłaszczany przez Calibre katalog w którym znajdują
się zarówno same książki, jak baza SQLite z informacjami o nich),
do niej dodajemy wszystkie książki - pojedynczo albo rekurencyjnie
przeszukując katalogi (Calibre kopiuje dokumenty nie zmieniając oryginałów,
za to niekiedy konwertując pliki w trakcie kopiowania).
Także na PC, przy użyciu interfejsu Calibre, edytujemy metadane
(autor, tytuł, opis, okładka), nakładamy tagi (przy większej ilości
książek niezbędne do zachowania porządku, nie ma hierarchii katalogów)
i ogólnie zarządzamy treścią - a na czytnik wgrywamy wybrane pozycje.
Po podłączeniu czytnika program natychmiast go zauważa i pozwala zarządzać
jego zawartością w ten sam sposób, a także kopiować książki na czytnik i je
z niego usuwać.
Calibre potrafi konwertować dokumenty i naturalnie obsługuje
równoczesną obecność wielu formatów tej samej książki (pokazuje ją raz
informując - np. - że do dyspozycji jest i PDF i ePub). Sam czytnik
także obsługuje kilka formatów, więc mamy wybór - plik .pdf czy
.rtf można wgrać na czytnik as-is albo skonwertować do ePub i
wgrać w tej formie.
Przynajmniej przy pozycjach tekstowych sensowniejsze wydaje mi się
to drugie rozwiązanie. Pliki ePub są wyświetlane szybko i efektywnie
przy dowolnej skali czcionek.
Jak PRS-600 radzi sobie z wyświetlaniem nieskonwertowanych PDFów?
Domyślnie pokazuje je w trybie pełnostronicowym (cała strona PDF
na ekranie czytnika) - czyli całkowicie poprawnie i ... całkowicie
nieczytelnie.
Po dowolnym powiększeniu czcionki zaczyna być wykonywana konwersja
w locie, która całkowicie niszczy layout dokumentu. Do tego, przy
bardziej złożonych dokumentach, zmiana strony potrafi się ślimaczyć
a ... bateria zaczyna się zauważalnie szybciej zużywać.
Podsumowując: o ile PDF nie jest specjalnie sprokurowany do wyświetlania
na małym ekranie (niewielki rozmiar strony lub duża czcionka), lepiej
skonwertować go do ePub na pececie i wgrać na czytnik w tej formie. Argumentem za używaniem .pdf może być obecność
diagramów czy tabel, które w tym formacie można próbować oglądać (wracając
do najmniejszej czcionki czyli pełnostronicowego trybu), a które
w konwersji do ePub mogą zostać zgubione.
Wspominane już tagi są wykorzystywane przez czytnik - obrazowane jako Collections
(każdy z tagów obecnych w wgranych na czytnik książkach staje się kolekcją).
Nie próbowałem jeszcze kupować i czytać ebooków chronionych DRM,
niestety wygląda na to, że nie obejdę się w tym wypadku bez Windows (i
albo programu klienckiego firmy Sony, albo Adobe Digital Editions).
Polski problem
Nastawiam się głównie na czytanie tekstów anglojęzycznych ale wrzuciłem
na próbę parę polskich tekstów (można wypróbować np.
ten). Efekt? Problem z którym nie miałem styczności
od lat - znaki zapytania zamiast większości polskich znaków.
Kłopot wynika z kiepskich czcionek wbudowanych w czytnik, które zawierają tylko
niektóre glify. Nie dotyczy PDFów z wbudowanymi czcionkami, pojawia się przy
ePub-ach i innych plikach tekstowych.
Najlepsze (?) rozwiązanie
Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem problemu jest przeflaszowanie
oprogramowania urządzenia przy pomocy nieoficjalnej rosyjskiej poprawki. Jej głównym celem jest uzyskanie rosyjskich glifów i rosyjskiego menu, ale polskie
znaczki także są przy okazji wprowadzane (a rosyjskiego menu można nie włączać).
Poza wprowadzeniem lepszych czcionek, patch rozbudowuje nieco funkcjonalność
czytnika - dodaje wyświetlanie zegara i możliwość robienia zrzutów ekranowych
(przez długie naciśnięcie przycisku głośniej/ciszej, screenshoty są odkładane
w dodatkowym katalogu na czytniku skąd można je skopiować po podłączeniu kabla USB).
Dla tych poprawek patcha instalują nawet niektórzy użytkownicy anglojęzyczni.
Nie testowałem jeszcze tej metody, bo wymaga Windows (program flaszujący jest programem
Windowsowym), ponadto jest to jednak hack, autorzy musieli złamać
zabezpieczenia urządzenia by stworzyć swoją wersję - obraz systemu PSR-600 jest zaszyfrowany
(patrz np. ta strona).
Ustawianie fontów przy konwersji
Stosuję na razie prostszą metodę: podmianę czcionek przy konwersji do ePub w Calibre.
W tym celu najpierw wgrałem na czytnik kilka fontów TrueType: podłączyłem czytnik
po USB, założyłem na podmapowanym dysku (etykieta READER) katalog o nazwie
FONT (nazwa umowna, może być inna) i wrzuciłem tam parę fontów
(DejaVuSans.ttf i DejaVuSerif.ttf z /usr/share/fonts/truetype/ttf-dejavu,
Verdana.ttf i Georgia.ttf z /usr/share/fonts/truetype/msttcorefonts).
Oczywiście można wypróbować także inne, ważne jedynie, by był tam choć jeden font
szeryfowy i choć jeden bezszeryfowy.
Następnie w Calibre przy konwersji do ePub zastosowałem następujący
dodatkowy CSS - najpierw, dla testów, wklejając go w pole Extra CSS przy konwersji
pojedynczej książki:
@font-face {
font-family: "serif1";
src:url(res:///Data/FONT/Georgia.ttf);
}
@font-face {
font-family: "sans-serif1";
src:url(res:///Data/FONT/Verdana.ttf);
}
body {
font-family: serif1, serif;
}
Nazwa FONT musi pasować do nazwy katalogu stworzonego wcześniej, podobnie
nazwa fontu musi pasować do nazwy wgranego pliku (i w obu wypadkach wielkość
liter ma znaczenie). Prefiks /Data jest stały i wynika
z wewnętrznej struktury systemu na czytniku.
Efekt? Poprawne polskie znaczki (oczywiście po ponownym wgraniu - poprawionego - ebooka na czytnik).
Taki styl można też ustawić domyślnie. Robimy to w oknie Preferences,
panelu Conversion, zakładce Look & Feel - po prostu wklejając powyższy
fragment do pola Extra CSS. W efekcie będzie on proponowany przy konwersji
wywoływanej explicite (gdzie można w razie potrzeby ten tekst zmodyfikować lub usunąć)
i używany przy konwersjach automatycznych.
W sieci można też znaleźć sugestie zanurzania czcionek w tworzonych ebookach. Jest to z oczywistych
przyczyn (kopiowanie czcionki do każdej książki) mniej efektywne.
Podsumowanie
Po paru dniach używania czytnik bardzo mi się podoba - jest czytelny,
wygodny w trzymaniu i użyciu (już nie wyobrażam sobie takiego
urządzenia bez dotykowego ekranu) a w parze z Calibre pozwala
poręcznie zarządzać informacjami.
Na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem dla osoby chcącej kupować lub ściągać
książki bezpośrednio na czytnik ale osobom szukającym samego solidnego i wygodnego
w użyciu ekranu - polecam.
Świetny tekst. Ważne pytanie: ile taki czytnik kosztuje? Po rozwiązaniu kłopotów z czcionką wymienione ew. wady mnie nie ruszają, zaś zalety wydają mi się duże. Mimo mojej niechęci do firmy Sony (nie ma w nim aby rootkita? ;)) muszę przyznać, że mi się z opisu dość podoba.
A. W żadnym z dotychczas czytanych opisów czytników nie było nic o efekcie „glare”, ciekawym, czy to jest powszechne? Bo błyszcząca matryca w moim laptopie mnie irytuje strasznie, to największa wada.
300 dolarów (a z tego co widzę, teraz na amazonie trochę opuścili) - czyli ta sama kategoria cenowa co eClicto i Kindle (z grubsza różnica jest taka, że w Sony mamy touchscreen zamiast sieci - no i jakieś takie robi solidniejsze wrażenie, zwłaszcza od eClicto).
W Polsce chyba oficjalnie nie jest jeszcze dostępny, ja kupiłem go w USA (byłem na parodniowym wyjeździe).
Najważniejszej w tym wszystkim informacji brak -- jak jest w praktyce z dostępnością treści. Czy chce się kopiować jakiś dłuższy artykuł z Wired albo skąd brać książki?
O tym pewnie kiedyś napiszę jakiś artykuł - gdy już sobie wymoszczę swoje ścieżki.
Oficjalną metodą jest sklep Sony - z anglojęzycznym, oDRMowanym contentem. Jeszcze nie wiem, czy będę z niego korzystał.
Czytnik kupiłem przede wszystkim by czytać rozmaite informatyczne dokumentacje. Tych masa jest dostępnych w sieci za darmo, sporo sklepów sprzedaje także niezabezpieczone ebooki (np. kupowałem takie od SitePoint - o czym pisałem tutaj albo od PacktPub - o którym wspominałem tutaj.
W literaturze jeszcze się zbytnio nie rozglądałem więc napiszę więcej później - ogólnie rozmaite starsze teksty są w sieci dostępne za darmo a nowsze można próbować kupować.
Jako ciekawostkę wspomnę jeszcze, że Calibre potrafi robić ebooki z serwisów sieciowych. Nie bawiłem się tym jeszcze, jeśli poćwiczę to się pewnie na blogu pochwalę.
A moze ktos zna eReader, ktory radzi sobie dobrze z pdf-ami? Mam sporo czasopism elektronicznych, gdzie tekst jest dzielony na 3kolumny... Przerobienie czegos takiego w Calibre rozwali wszystko. A do tego wzory, wykresy - wiec raczej ten czytnik jest nie dla mnie :(
Możesz w każdym razie popróbować na sucho - pokonwertować w Calibre i zobaczyć jak ePuba wyświetli wbudowany w Calibre viewer (jest takowy i efekty jego działania są bardzo zbliżone do tego, co się prezentuje na readerze). A potem to jest pytanie o skalę i motywację, w grę wchodzi nawet poprawianie kodu konwertera. Wzory i wykresy per-se nie muszą od razu być beznadziejne, obrazki do epuba zasadniczo trafiają.
No a leniwiej, przy ściśle takich wymaganiach, trzeba pewnie szukać czegoś natywnie obsługującego PDFy ale z większym ekranem. Może Kindle2 (ale nie widziałem go na oczy więc to tylko dywagacja) a może ... iPad czy inny tablet?
Kilka uwag:
text-align: justify;). LRF wymaga jednak wcześniejszego zainstalowania wspomnianego przez Ciebie firmware.Posiadam PRS-505 (od jakichś 3 tygodni), który w odróżnieniu od sześćsetki nie posiada ekranu dotykowego, możliwości robienia notatek oraz (nad czym najbardziej boleję) możliwości wyszukiwania po dokumentach. Za to ma o niebo lepszy ekran (brak połysku, ekran jest lekko matowy, oraz, co ważne, ma znacznie lepszy kontrast niż PRS-600).
Jestem lekkim bzikiem, jeśli chodzi o wygląd dokumentu (ot, takie skrzywienie LaTeX-owe), więc nie zawsze podobało mi się to, co Calibre dawało po skonwertowaniu. Na szczęście ePub jest standardem otwartym i przygotowanie książek i innych publikacji w tym formacie od zera jest stosunkowo proste.
Najlepszą metodą, przy pomocy której uzyskałem zadowalający efekt jest: plik tekstowy w reST, rst2html, podzielenie gotowego html na rozdziały (jeśli są), oraz wypełnienie wszystkich informacji w pliku .otf. Spakowanie, sprawdzenie epubcheck i upload do czytnika, lub konwersja do LRF w Calibre.
Dzięki za uwagi.
Pomysł ze zmianą orientacji dla PDF faktycznie działa (na moim czytniku po prostu trzeba nacisnąć przycisk Options i wybrać z menu Orientation) i coś tam daje (mój czytnik pokazuje górną połówkę strony a potem dolną, obie w normalnym pdfowym layoucie). Inna sprawa że do normalnego czytania to ciągle za malutkie, no i trzymać mniej wygodnie.
Upgrade firmware na PRS-600 jest - przynajmniej na bazie tego, co sobie doczytałem - czymś trochę innym niż na PRS-505, z dwóch powodów: 505 nie był zaszyfrowany i nie wymagał łamania plus na 505 są tak naprawdę dwa firmware (core systemu i obsługa książek), upgradeowany jest tylko ten drugi i trudniej coś zepsuć niż na 600, gdzie jest jedna całość. Kiedyś się pewnie przymierzę (irytuje mnie brak polskich znaczków w tytułach książek i tagach) ale jednak waham się bardziej niż byłoby to na pięćsetce.
Nie wiem jeszcze jak bardzo będą mnie irytowały niedoskonałości formatowania, cicho sobie myślę że te wszystkie Calibrowe pluginy są pythonowe więc można popróbować je troszkę dopracować. No, ale to raczej w dalszej przyszłości (o ile w ogóle).
Twój patent z reST jest szczególnie interesujący w kontekście formatowania rozmaitych pythonowych dokumentacji (które są bardzo często restem pisane). Jest w sieci jakiś bardziej drobiazgowy opis?
Właściwie to nie. „Mój” sposób bazuje raczej na informacjach jakie uzyskałem przeszukując Sieć. Dużo cennych informacji uzyskałem wertując forum www.mobileread.com.
Ponieważ ePub to właściwie nic innego jak zzipowany zbiór dokumentów html (a konkretnie xhtml), punktem wyjściowym dla mnie było „wyprodukowanie” takiego formatu pośredniego, który można by użyć wprost w epub. Coś takiego daje mi właśnie reST, który w odróżnieniu od Markdown daję nieco większe możliwości w generowaniu dokumentu html (choćby odnośniki do tzw footnotes).
Ręczne tworzenie ePub jest odrobinę żmudne, ale rekompensatą jest ładnie wyglądający dokument wyjściowy. Moje eksperymenty bazowałem na IMO świetnie zrobionej książce Królewicz i żebrak przez jednego z forumowiczów - zmodyfikowałem nieco arkusz styli (przede wszystkim dodałem fonty, które wspierają unicode), zrobiłem prosty pythonowy skrypt, który tworzył epub (czyli właściwie zipował katalog z zawartością i plik mimetype) i sprawdzał jego poprawność przez wspomniany już epubcheck.
zapoznaj sie z softem 'soPdf' - goraco polecam do konwertowania pdfow bez rozwalania ukladu...
Ciekawe, popatrzę (acz raczej na klon linuksowy)...
Trochę off-topic ale może warto.
Dla tych, którzy nie chcą na razie kupować tego typu gadżetu a akurat mają telefon z Androidem polecam aplikacyjkę FBReader. Pewnie nie każdemu czytanie z telefonu się spodoba ale jest możliwe i dla mnie nawet dość wygodne. Tekst wyświetla się w taki sposób, że telefon trzymać trzeba w pozycji horyzontalnej, rozmiar czcionki bardzo ładnie można skalować, jest tryb nocny i dzienny (białe litery na czarnym i odwrotnie), więc dość wygodnie czyta się w różnych warunkach oświetleniowych. Przed zakupem telefonu obawiałem się, że rozdzielczość ekranu 320x480 może być nieco za mała by wyświetlać ładne literki przy małych rozmiarach czcionek, ale moje obawy okazały się płonne - mnie wystarcza.
Aplikacja FBReader pracuje z ePub, ale nie miałem żadnych problemów z ogonkami. Polskie literki działały od razu. Również używam Calibre i tam był problem jeśli ogonki występowały w nazwisku autora czy tytule książki (przy kopiowaniu na urządzenie). Problem zgłosiłem Calibre z miesiąc temu i widziałem, że został rozwiązany po jakiś 2h chyba :-D, ale nie wiem czy trafił już z repozytorium do wersji releasowanych.
Nie czytałem jeszcze z telefonu jakichś grubych książek, raczej używam go w sytuacjach gdy na coś/kogoś czekam i nie mam pod ręką lapka albo warunków by go wyciągać. Ale parę nawet dłuższych artykułów przeczytałem. W zasadzie muszę powiedzieć, że to było moja killer application i najważniejszy argument za inwestycję w droższy telefon z nieco większym ekranem.
Polecam :-).
Wkleję dla wygody linka: FBReader.
Dla mnie różnica między telefonem a czytnikiem jest ogromna - z telefonu mogę przeczytać jakieś krótsze notki (czytuję dokładnie jedną rzecz - RSSowe newsy via Opera Mini + Google Reader Mobile) ale długiego tekstu (i ogólnie długiego czytania) sobie nie wyobrażam, z czytnika czytałem w niedzielę 3 godziny ciągiem i nie czułem dyskomfortu. Tylko ja mam słaby telefon - Nokię o niewielkim ekranie.
Jest też sprawa baterii, telefon (mój) wytrzyma mi co najwyżej dzień w miarę intensywnego używania, czytnik (mój) teraz pociągnął mi prawie trzy - intensywnego używania - i jeszcze miał trochę zapasu (ile by wytrzymał nie sprawdziłem, doładował się przy okazji dogrywania książek).
Problem Calibre z ogonkami właśnie zauważyłem i machnąłem ręką - w spisie treści na readerze też ogonki są zepsute (tego cssami per-książka nie naprawię, musiałbym przepisać bios).
No i do Twojej uwagi dodałbym jeszcze jedno: nawet jeśli ktoś nie ma obecnie żadnego czytnika, może być sens zacząć się interesować Calibre jako aplikacją do zarządzania bazą ebooków (czyli wszelkich dłuższych elektronicznych tekstów) - zamiast składować je w przypadkowych katalogach można je tu sensownie poopisywać i potagować. A opcji przerzucania na różne urządzenia jest jak widać wiele a będzie pewnie jeszcze wiecej (i będą coraz tańsze).
Co do problemu Calibre z kopiowaniem ksiazek z polskimi literkami w tytule/autorze to po aktualizacji systemu przestal istniec (moja obecna wersja Calibre to 0.6.42).
Zgadzam sie, ze Calibre jest jak najbardziej godny polecenia :-).
Co do czytania z telefonu - owszem bezsens porównywac 3,2" z 6", w dodatku einkowym wyswietlaczem. Ale jesli ktos nie ma czytnika, to i telefon sie nada. Owszem, przegrywa pod katem wygody, czytelnosci w ostrym swietle i wytrzymalosci baterii. Ale i tak, przynajmniej dla mnie, czyta sie dosc przyzwoicie, choc nie probowalem przeczytac jeszcze dluugiej calej ksiazki. Bateria przy uzytkowaniu jako typowa (durna, offline'owa) sluchawka starcza na 4-5 dni (niewiele rozmawiam). Gdy ostro gram w sudoku to na 2-3 dni. Ostrego czytania jeszcze nie uprawialem, ale powinno zzerac mniej soku - mniej interakcji, mniej czasu CPU i jeszcze najczesciej czytam w trybie nocnym - nie jestem pewien czy slusznie, ale zdaje mi sie, ze przy ciemnym tle wyswietlacz zzera mniej pradu (?). Nie jest tak zle - a w zasadzie moge powiedziec, ze jak narazie jestem bardzo zadowolony.
Myslalem juz wczesniej o zakupie czytnika, ale FBReader odsunal ewentualny zakup do czasu, gdy beda wypasione czytniki za nie wiecej niz 400 zeta :-).