Przygotowanie
Płytka instalacyjna Jaunty (ściągnąłem i wypaliłem standardowe .iso
Desktop Edition ze stron Ubuntu)
działa jako Live-CD. Bardzo pożyteczne, pozwala zweryfikować działanie
sprzętu bez instalacji.
Wsadziłem płytkę, zrestartowałem laptop, wcisnąłem w czasie
uruchamiania F2, by wejść do ustawień BIOSu, przestawiłem kolejność
bootowania na CD, HD, uruchomiłem się z płytki. Wstało w pełni
funkcjonalne Gnome, między innymi pozwalając uaktywnić sieć
bezprzewodową (prawy klawisz na ikonce wyświetlanej w górnym pasku,
wybór odpowiedniej sieci z listy i wpisanie zabezpieczającego ją
hasła, lekka konsternacja na widok nazwy którą nadał swojej sieci jeden z
sąsiadów) oraz poprawnie prezentując partycje wykorzystywane przez
Windows (pełne read-write - mimo ich sformatowania jako NTFS).
Wykorzystałem działający system do pokasowania i poprzenoszenia danych
z jednej z windowsowych partycji (miałem dysk podzielony na dwie równe
części, co oszczędziło mi rozważań o konieczności zmiany rozmiaru
filesystemu). Przy czym nie wiem, czy był to najlepszy pomysł - co prawda
find, mv czy rm -rf bardzo się przydały, ale zapisy na NTFS działały
dosyć powoli.
Działając z Live CD system nieco się przycinał, za co odpowiada mój
zdezelowany napęd CD (dość często potrzebował odczytywać jakieś dane z
płytki, a ta czytała się wolniutko). Na szczęście wycie płytki
wyjaśniało przyczyny opóźnień. Wspominam, by ktoś o cichszym napędzie
nie niepokoił się długo uruchamiającym się ls.
Właściwa instalacja
Dwuklik prezentowanej na desktopie ikonki zainstaluj, kilka typowych
pytań (język, klawiatura, strefa czasowa, dane
użytkownika-administratora). Potem wybrałem opcję samodzielnego
partycjonowania, skasowałem opróżnioną partycję Windows, założyłem
swap wielkości 1GB oraz partycję ext4 na system (ext4 z ciekawości,
jeszcze go dotychczas nie używałem, na razie wydaje się działać bardzo sprawnie).
Spory swap na laptopie jest ważny, hibernacja polega na wymuszeniu
wyswapowania się wszystkich działających aplikacji.
Potem poszło samo, jak to zwykle na Ubuntu - i dość szybko, a zerkanie
na przebieg instalacji mogłem sobie uprzyjemniać przeglądaniem sieci
przy pomocy odpalonego z LiveCD Firefoksa.
Jedyny niepokojący moment wystąpił pod sam koniec. Po niezbyt jasnym
komunikacie o aktualizowaniu listy pakietów okienko progresu
instalacji zatrzymało się na 82% (lub podobnie) i trwało tak przez
kilkanaście minut. Zacząłem się już obawiać jakiegoś zwisu lub awarii
ale ... nie (chwila zabawy lsof i strace pozwoliła zauważyć
przyrastające pliki w /var). Problem był prozaiczny: nie podłączyłem
w ogóle kabla sieciowego, zostawiając wyłącznie
bezprzewodówkę. Ściągnięcie pełnej listy pakietów przez ten wolny link
po prostu trwało długo. Lepiej byłoby pewnie nie aktywować sieci - w
tym momencie - w ogóle.
Grub zainstalował się sam, initramfs zrobił się sam. Na koniec
zgodziłem się na reboot i na wezwanie wyjąłem płytkę. Po restarcie
Grub grzecznie dał do wyboru nowo zainstalowane Ubuntu i pozostawione
na pierwszej partycji Windowsy. Wybrałem Ubuntu, wstało - szybciutko
zresztą.
Jedyny problem sprzętowy
Sieć bezprzewodowa, dźwięk, dysk, klawiatura, touchpad - wszystko
działało bez najmniejszego zarzutu (i jakichkolwiek zabiegów z mojej
strony). Ba, działały nawet klawiaturowe kombinacje Fn ze strzałkami
(głośniej/ciszej oraz jaśniej/ciemniej).
Jedyny drobny problem dotyczył grafiki - tu także ogólnie
wszystko było dobrze (bez żadnego konfigurowania dostałem poprawną
rozdzielczość, głębię kolorów itd) ale kilkakrotnie zdarzyło mi się,
że jakieś okienko zostało zamazane chaotycznymi pikselami
(różnokolorowe smugi bez ładu i składu). Problem nie był trwały (po
np. minimalizacji i odtworzeniu takiego okna odrysowywało się ono
poprawnie) ale tak czy siak irytował.
Dla testu wyłączyłem compiza - tj. System/Preferencje/Wygląd i w
zakładce Efekty wizualne wybrałem Brak. Pomogło, od tego czasu problem
nie wystąpił ani razu. Na bajeranckich efektach przy przesuwaniu okien
mi nie zależy, dlatego na razie tak zostawiłem.
Aha, trafił się jeszcze drugi, drobniejszy problem - aplet
prezentujący stan baterii kilka razy twierdził iż komputer pracuje z
akumulatora, choć był podpięty do prądu.
Hibernacja
Bardzo miły efekt: po krótkim wciśnięciu przycisku wyłączania laptopa
wyświetlane jest ładne okienko z pytaniem co zrobić - wyłączyć
komputer, zrebootować go, wstrzymać czy zahibernować. Można też zrobić
Anuluj.
Ustalenie czym się właściwie różni wstrzymaj (tj. suspend) od
zahibernuj (tj. hibernate) wymagało chwili
googlowania. Wstrzymaj wyłącza wszystkie urządzenia komputera ale
podtrzymuje zasilanie pamięci RAM, dzięki czemu zachowuje jej
zawartość. Hibernuj zapisuje stan pamięci na dysku (a proces
uruchomieniowy potrafi go odtworzyć). Suspend jest szybszy ale
konsumuje prąd, hibernacja wolniejsza ale zachowuje stan systemu nawet
przy całkowitym rozładowaniu baterii. Ponieważ moja bateria dogorywa
a złożony laptop jest odkładany na półkę, zdecydowałem się na używanie
hibernate.
Technikalia, jak zauważyłem, obsługuje pakiet pm-utils (/etc/pm,
i /usr/lib/pm-utils).
Po latach używania Windows i ja, i familia, jesteśmy przyzwyczajeni do
kończenia pracy z laptopem przez proste złożenie ekranu. W Ubuntu
domyślnie powodowało to wyłącznie wygaszenie ekranu, konieczna była
rekonfiguracja (System/Preferencje/Zarządzanie zasilaniem, dostepne
też prawoklikiem na ikonce stanu baterii), tj. wybranie z dropdowna
opcji Zahibernuj (w okienku jest trochę więcej opcji, warto je
przejrzeć).
Niestety, trzeba było to powtórzyć na każdym koncie z
osobna.
Nie doszedłem na razie czy/jak można wymusić hibernację gdy ekran
składany jest przy wyświetlonym oknie GDM, gdy nikt nie jest
zalogowany.
Ciekawostka: komputer uruchamiany po zahibernowaniu wyświetla normalne
menu Grub. Dopiero po wybraniu Ubuntu następuje odhibernowanie. Można
zatem zahibernować Linuksa, uruchomić Windowsy i poużywać ich, a na koniec
odhibernować Linuksa. Mam mieszane uczucia, jest to potencjalnie wygodne
ale dla rodziny konfudujące.
Wielu użytkowników
Ja mam swoje konto, żona ma swoje, każde z dzieci też oczywiście musi
mieć swoje. Prowokuje to pewne drobne problemy, takie jak opisana
wyżej konieczność przeklikania ustawień zarządzania zasilaniem na
każdym z kont.
Bardzo ładnie zachowały się tu ustawienia sieci bezprzewodowej,
odklikałem aplet otoczenia sieciowego, wybrałem właściwą sieć, wpisałem
jej hasło, zaznaczyłem checkbox nakazujący udostępnić ją także innym
użytkownikom - i więcej o sprawie nie musiałem myśleć.
Skoro dzieci, to na oknie logowania muszą być ładne obrazki a nie
pytanie o identyfikator. Można to ustawić (Preferencje/O mnie - i
wybieramy obrazek, pod spodem powoduje to skopiowanie wybranego
obrazka do pliku $HOME/.face danego użytkownika) ale jest tu
pułapka. Domyślnie podsuwane obrazki z katalogu
/usr/share/pixmaps/faces są duże, 96x96 pikseli. W oknie logowania
GDM mieszczą się takie ... dwa, reszta wymaga scrollowania.
Pomaga użycie mniejszych o połowę wersji (48x48) - w tym rozmiarze
cztery mieszczą mi się w całości, piąta częściowo. Zrobic to można np.
$ convert -resize 50% \
/usr/share/pixmaps/faces/sunflower.jpg \
~/Obrazy/sunflower.png
(convert pochodzi z pakietu imagemagick) albo ręcznie w GIMPie.
Przy okazji: wśród licznych tematów GDM jakie można z pakietów zainstalować
tylko Human List obsluguje prezentację obrazków użytkowników.
Nie umiem pozbyć się konieczności podawania hasła. Nawet passwd z root-a
upiera się, że użytkownik musi mieć choć jedną literę w haśle. Mój czterolatek
musi zatem nauczyć się, że ma kliknąc w swój obrazek a potem nacisnąć literkę.
Opcja automatycznego uruchamiania sesji bez logowania jest, ale nie daje
możliwości wyboru konta. W dziecięcym świecie Windowsowa odmiana - w której
każdy klikał swój obrazek i już - miała swoje zalety. Choć ... starsi
z zapałem zmienili sobie hasła.
Programy windowsowe
Jedyny program Windowsowy, na którym mi zależało - BabasChess -
działa obecnie pod Wine niemal bez zarzutu. Instrukcja:
- zainstalować
wine (apt-get install wine),
- zainstalować wine-doors (ściągnąć i zanstalować pakiet `.deb),
- uruchomić
wine-doors (z konta użytkownika) i nakazać mu zainstalowanie
gdiplus (a także paru fontów),
- zainstalować samo BabasChess (najlepiej z wersji
.exe dla XP) oraz
Graphics Pack.
Potem w samym BabasChess trzeba jeszcze wybrać bitmapowe bierki
(wektorowe nie bardzo chcą działać, choć może jest to efekt braku
czcionek), wyłączyć emoticony (checkbox w jednej z zakładek
preferencji, emotikonki historycznie były znane z powodowania awarii programu przy
działaniu pod
Wine), zmienić czcionkę używaną na konsoli oraz w oknie logowania
wybrać używanie wbudowanego timeseal. Jak zwykle warto też włączyć
smart layout.
BabasChess ma znaczenie tylko dla osób lubiących grać w szachy na FICS ale wine-doors
może być przydatne dla wielu osób, program pozwala wygodnie
zainstalować wiele bibliotek i kilka istotnych windowsowych programów,
choćby Internet Explorera.
Podsumowanie
Laptop jest wyraźnie żwawszy, dla mnie stał się obecnie dużo
użyteczniejszy, jest to obecnie pełnokrwista maszynka developerska a
nie tylko platforma dla przeglądarki. Dzieci też na razie są zadowolone,
odkryły Tetris i Kulki.
A Ubuntu 9.04 jest naprawdę ładnie przygotowane do obsługi laptopów.
Chyba to jednak dla niego nie stanowi problemu? Młody, szybko się uczy ;)
U mnie na moim Amilo są problemu z przyciskami Fn (sterowanie dzwiekeim jest dwustanowe 0% lub 100%, a i tak jest to niestabilne, czasami nie da się w ogóle podgłośnić wyciszonego w ten sposób dźwięku, trzeba się przelogować, bo wtedy klawiatura dziwnie działą).
Poza tym faktycznei, Ubuntu doskonale nadaje się na laptopy.
Fakt faktem, raczej nie. W sumie dość mnie zdumiewa - czytać nie umie, bawić komputerem też pozwalamy mu się nie częściej niż raz na parę dni, a bez problemu potrafi np. przejść sekwencję odpal przeglądarkę, wybierz właściwą zakładkę, dzielnie wykonywał Start, zamknij system, OK i parę podobnych...
Bardzo ładny artykuł. W innych dystrybucjach(z nowszym GDM-em) zmiana ustawień ekrany logowania nie powinna być trudna. GDM pracuje tutaj, jako normalny użytkownik pod przewodnictwem GNOME z metacity na czele. Co do ustawienia ustawień na domyślne, to nowszy GNOME ma w każdym okienku opcję "ustaw na domyślne". Należy wtedy podać tylko hasło jakiegoś użytkownika z grupy administratorzy i to wszystko(jednak nie wiem czy odniesie się to do już istniejących kont, ale powinno, bo w GNOME wszystko jest związane z GCONF, a nie zwykłymi plikami konfiguracyjnymi). W GCONF możesz nawet wybrać ustawienia wymuszone. Co do wyłączenia konieczności wpisania hasła, to wiem, jak to zrobić. Trzeba do tego celu wykorzystać pam i edycję plików konfiguracyjnych. Wchodzisz do /etc/pam.d. Tam odnajdujesz plik xdm-auth lub gdm-auth . Kopiujesz zawartości z plików na jakie się odnosi, a następnie usuwasz linijkę z pam-unix2 . Najpierw zrób jednak kopię bezpieczeństwa plików, by z pomocą LiveCD móc odzyskać system. W dodatku, to warto się też zainteresować policykit(polkit-gnome-authorization). Możesz tam ustawić metody autentykacji, jak również dodatkowe uprawnienia dla użytkowników, by np. twoja żona nie musiała podawać hasła, gdy chce zainstalować jakiś program, lecz już nie będzie mogła usuwać programów zainstalowanych. Do chyba wszystko, co chciałem napisać.
Pomysł pobawienia się
pam-em dobry, przyjrzę się. Zastanawiam się tylko, czy jest tu możliwość filtrowania per user (tak np. żeby moje konto miało hasło a konta dzieciaków nie).Również
policykit-em się pewnie pobawię.Jak najbardziej można to zrobić.
auth sufficient pam_succeed_if user = "nazwa_użytkownika".
Dodam jeszcze, iż w OpenSuSE(Yast), aplecie zarządzanie użytkownikami, przycisku opcje zaawansowane, ustawienia logowania mam opcję "pozwól na logowanie bez hasła"
Myślę, że pod Ubuntu też będzie można to zrobić w jakiś prosty sposób.
Fajne, właśnie o to chodziło.
Ubuntu w tym miejscu nic takiego nie ma. No ale dopisać pamlinijkę to nie jest problem.
PS Jedyny element w którym bezhasłowość jest odklikiwalna to System/Administracja/Ekran logowania, gdzie na zakładce Bezpieczeństwo jest checkbox włączenie automatycznego logowania i dropdown wyboru na którego usera. Ale jak to pisałem, jest to jeden ustalony user.
Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, że za pomocą /etc/security.d/time możesz ustawić restrykcje czasowe odnośnie godzin korzystania z komputera. Jeżli masz tylko jedną pociechę, która nie chce mieć hasła, to możesz ograniczyć jemu dostęp korzystania z komputera do określonych godzin. Wymaga to jednak poczytania trochę o konfiguracji tego mechanizmu. Jeżeli jednak masz więcej dzieci, które nie chcą korzystać z haseł, to musisz wszystkim ograniczć dostęp w ten sam sposób. Oczywiście konta bez tych restrykcji powinny zostać ograniczone hasłem.
Najbardziej by się przydało innego typu ograniczenie - ustalenie łącznego dziennego czasu bycia zalogowanym (np. nie więcej niż półtorej godziny w - w sumie - w ciągu doby), tak by po przekroczeniu użytkownik dostawał ostrzeżenie, był wyrzucany i nie mógł się już znowu zalogować.
Ale tu chyba gotowców nie znajdę...
Możnaby było zrobić skrypt jakiś któryby wykonywał polecenie users i zliczało czas zalogowania (zwiększało liczniczki w jakimś pliczku, które by były zerowane podczas pierwszego uruchamiania komputera danego dnia) gdy licznik przekroczy wymaganą wartość to zabijać wszystkei procesy danego usera. dość brutalne, ale chyba w miarę skuteczne.
Nie potrzebujesz gotowców. Zwróć uwagę, że przy logowaniu bez hasła użytkownik nie musi znać swojego hasła. Trzeba tylko ustalić, jak z poziomu skryptu w bash-u zablokować użytkownikowi ekran. Istnieje tam zawsze opcja "przełącz użytkownika", więc nieszczęśnik nie będzie nikomu blokować pracy. Znowu jednak możemy się posłużyć pam-em, by wymusić o określonych godzinach podawanie innego hasła w menadżerze logowania/wygaszaczu ekranu(tak przynajmniej myślę). Byłoby to jednak o wiele bardziej skomplikowane niż uzyskanie logowania bez hasła.
Inna opcja logowania bez haseł: skasować użytkownikom hasła. W każdym razie tym, którzy nie chcą ich mieć. O tak:
Raczej nie kasować jedynemu użytkownikowi z uprawnieniami administracyjnymi :-) Potem jeszcze zmiana w
jednej linii z
na
i gotowe. Cała moja rodzina ma tak ustawione konta. Działa przy logowaniu, przełączniu użytkownika, etc.
Zrobiłem w ten sposób, działa bardzo sympatycznie (włącznie z nie zadawaniem w ogóle pytania o hasło).
No i jestem szczęśliwym użytkownikiem ubuntu :] Bardzo dobry artykuł.